czwartek, 1 lipca

Wypalenie zawodowe – przyczyny i objawy

Wypalenie – tak nazywa się stan wyczerpania emocjonalnego, psychicznego i nierzadko fizycznego, wywołany długotrwałym, uporczywym, powtarzającym się stresem, związanym z tkwieniem w wyczerpującej, przekraczającej nasze zasoby sytuacji. O wypaleniu mówimy najczęściej w kontekście zawodowym, niemniej może pojawić się ono w innych dziedzinach życia człowieka, takich jak na przykład rodzicielstwo, opieka nad osobą niepełnosprawną, nieszczęśliwe małżeństwo czy aktualnie lockdown związany z pandemią.

Wypalenie, które najczęściej nas spotyka, to bez wątpienia wypalenie pojawiające się w obszarze pracy. Terminu „wypalenie zawodowe” po raz pierwszy użył Herbert Freudenberger w książce „Burnout: The High Cost of High Achievement” w 1974 r. Tłumaczył, że jest to „wygaśnięcie motywacji człowieka do wykonywania powierzonych mu zadań, pojawiające się przeważnie wtedy, kiedy oddanie i sumienność nie przynoszą oczekiwanych rezultatów”. Dzisiaj przyjmuje się, że wypalenie zawodowe wynika ze złej higieny pracy, stałego wyrabiania nadgodzin, przemęczenia związanego z nadmiarem obowiązków i nieutrzymywaniem właściwego work-life balance.

To co bardzo często doprowadza ludzi do głębokiej depresji i zniechęcenia (czyli osiowych przejawów wypalenia), to poczucie zerowego wsparcia ze strony przełożonego/współpracowników, oraz wykonywanie zadań, które są zbyt obciążające, trudne, albo też nudne i pozbawione sensu. Kiedy osoba ma niewielkie wsparcie od innych i czuje dodatkowo, że jej praca mija się z powołaniem, to ryzyko, że za moment będzie się czuła wypalona, wzrasta. Wzrasta też wtedy, kiedy mimo zmęczenia i zniechęcenia stroni od dawania sobie czasu na urlop, rzadko odrywa się od pracy, nie potrafi dobrze odpoczywać i nie ma w życiu innych przyjemności niż praca.

Z moich osobistych obserwacji gabinetowych, jako psychoterapeutki, wynika, że osoby, które najczęściej czują się wypalone, to te, których praca polega na bezpośrednim kontakcie z ludźmi, na przykład w ramach udzielania im pomocy i wsparcia (pedagodzy, pracownicy socjalni, pracownicy NGO, psycholodzy, lekarze). Prof. Helena Sęk, czołowa polska badaczka i psycholożka zdrowia, podkreśla jednak, że absolutnie każda praca może stać się przyczyną wypalenia zawodowego, jeśli przyjmiemy i praktykować będziemy niekonstruktywne strategie radzenia sobie z długotrwałym stresem w miejscu pracy. Co ciekawe okazuje się, że nawet osoby młode, z niewielkim stażem zawodowym, także mogą na nie cierpieć.

Czy kluczowe dla wypalenia są czynniki organizacyjne i kiepskie warunki zawodowe? Badacze od lat przyglądając się temu stanowisku, przyjmują, że fakt, że ten sam zawód może u jednej osoby spowodować wypalenie, a u innej nie, dowodzi, jak ważne są obok czynników zawodowych także specyficzne cechy osobowości oraz wspomniana wyżej umiejętność opanowywania napięcia. Cechy osobowości predestynujące do wypalenia zawodowego to: depresyjność, niska podatność na stres, wysoka reaktywność emocjonalna.

Potocznie wydaje się, że wypaleniem zawodowym nazwać można stan całkowitej awersji wobec swojej pracy. Jednakże wypalenie jest pewnego rodzaju procesem rozgrywającym się w czasie. Najpierw, przychodząc do pracy, przeważnie się ją lubi. Jeśli angażuje, możemy mieć potrzebę przebywania w niej jak najdłużej, dawania z siebie wszystkiego, zaniedbywania życia rodzinnego jej kosztem. Wypalenie bardzo często dotyka te osoby, które w swojej pracy przez wiele miesięcy, a nawet lat były zakochane. Zakochane do tego stopnia, że spędzały weń całe dnie, zaniedbywały rodzinę, przyjaciół, kosztem nowych, frapujących zadań. W narracjach wielu pacjentów historia ich wypalenia zaczyna się właśnie w taki sposób. Na początku praca była pasją, misją, spełnieniem marzeń.

Dopiero po czasie te same osoby, które wcześniej były zaangażowane w pełni, orientują się, że praca zajęła już całą ich życiową przestrzeń. Zaczynają odczuwać coś na kształt pustki, zmęczenia, które bardzo trudno ukoić. Początek wypalenia zawodowego to wyczerpanie emocjonalne. Poczucie zmęczenia, które nie mija, wrażenie, że każda aktywność zawodowa jest przytłaczająca, a nic nie daje należnego odpoczynku. Jeżeli pracownik w porę się nie zatrzyma, wchodzi w drugie stadium wypalenia – depersonalizacji i cynizmu. W tym stanie zmęczenie już go nie opuszcza wcale, ale ponadto zaczyna dystansować się wobec innych ludzi, przerywają się wszelkie więzi emocjonalne z osobami, z którymi miał kontakt zawodowy.

Działa bez zaangażowania, jest pełen ignorancji i obojętności. Inni mogą mieć wrażenie, że przestało mu zależeć, że wpadł w rutynę, albo nawet, że brakuje mu obowiązkowości i zaangażowania (a przecież wcześniej był naprawdę oddany swoim obowiązkom!). Takie zachowania wynikają z dojmującego poczucia wyjałowienia swoją pracą. Ostatecznym stadium wypalenia jest wrażenie niekompetencji i negowanie swoich osiągnięć. Jest to powątpiewanie w siebie i poczucie, że to, jak wykonujemy swoje obowiązki jest żałosne, niewłaściwe, nic nie warte. Mimo pochwał i sukcesów, mimo doświadczenia czy umiejętności ktoś czuje, że jego kariera to zbieg okoliczności, przypadek, pomyłka. Takie poczucie niestety sprawia, że człowiek stopniowo przestaje się starać, „nawala”, obowiązki się piętrzą, a on czuje bezradność i całkowitą utratę panowania nad zadaniami.

Wypaleniu zawodowemu oczywiście lepiej zapobiegać niż je potem leczyć. Efektywną profilaktyką wydaje się wypracowanie metod walki ze stresem, bo wypalenie zaczyna się właśnie w tym momencie, w którym stres przejmuje nad nami kontrolę. Pomocne w tej walce jest aktywne działanie. Nie tylko bierny wypoczynek, ale i wykonywanie wysiłku, innych czynności, które będą nas relaksować – takich jak uprawianie sportu, posiadanie hobby, praktyka medytacji i jogi, uczestniczenie w warsztatach rozwoju osobistego. Wtedy zyskuje się możliwość oderwania od stresu i odcięcia od rutyny zawodowej.

Nie zawsze jednak relaks wystarcza. Jeśli relaksacja i opanowane nie pomagają, warto sięgnąć po fachową pomoc psychologa/psychoterapeuty, który może wskazać, w jaki sposób radzić sobie z napięciem i zarządzać swoimi nieznośnymi emocjami. Może też być pomocny w określeniu, jakie zmiany zawodowe powinniśmy wdrożyć, żeby wrócić do poczucia zadowolenia z siebie. Warto o to zadbać, bo w pracy człowiek spędza tak ogromną część swojego życia, że zdecydowanie zasługuje na to, by tę część przeżyć szczęśliwie… Czasami, o czym trzeba powiedzieć wprost, owo „szczęśliwie” sprowadza się do konieczności przebranżowienia, ale nierzadko wystarczy okresowa zmiana zajęcia albo zmiana swoich nawyków, żeby na nowo na myśl o pracy uśmiechać się, a nie dygotać w poczuciu zniechęcenia.

poniedziałek, 21 czerwca

4 kwestie dobrostanu psychicznego, na które działy HR powinny zwrócić szczególną uwagę

W wyniku trwającej od przeszło półtora roku pandemii zakaźnej choroby COVID-19 światowa gospodarka pogrążyła się w największym kryzie ekonomicznym od czasu zakończenia II wojny światowej. Olbrzymia liczba zgonów (ok. 4 mln na 20.06.2021 r.), pogłębiający się dystans społeczny oraz – przede wszystkim – narastająca niepewność zatrudnienia, wywołały odczuwalne pogorszenie się samopoczucia psychicznego wśród pracowników na całym globie.

Specjaliści i liderzy zarządzający zasobami ludzkimi stanęli przed wymagającym zadaniem zdefiniowania i wyeliminowania trudności związanych z pojawieniem się problemów ze zdrowiem psychicznym pracowników, występujących w miejscu ich pracy. Przynajmniej cztery z nich zasługują na naszą szczególną uwagę oraz odpowiednią reakcję.

1. Stres pracowników wynikający z dynamicznie zmieniających się warunków pracy

Nieoczekiwany atak pandemii, a co za tym idzie wprowadzenie rygorystycznego reżimu sanitarnego w środowisku pracy, wymusił na pracodawcach zmianę panujących przepisów oraz protokołów pracy. Ponadto w wielu istotnych branżach kadra pracownicza została zredukowana, a obowiązki zawieszonych, odesłanych do domów bądź zwolnionych ludzi zostały przerzucone na tych pozostałych. Taki stan rzecz spowodował znaczny wzrost stresu, szczególnie u tych pracowników, którzy zmagali się, jeszcze przed pandemią, z problemami ze zdrowiem psychicznym. Niestety wielu z nich poddało się negatywnym mechanizmom radzenia sobie z zaistniałą sytuacją. Zwrócili się ku różnorakim substancjom psychoaktywnym i alkoholowi, a wywołana obostrzeniami izolacja społeczna jeszcze bardziej spotęgowała ich problemy mentalno-zdrowotne.

Aby pomóc takim ludziom, specjaliści od HR powinni maksymalnie wykorzystać możliwości związane z tzw. zarządzaniem zmianami. Wyróżnia się trzy ogólne kroki, z których pracodawcy powinni skorzystać podczas wprowadzania, często drastycznych, zmian w miejscu pracy. Po pierwsze – odpowiednia, szybka interwencja wobec pracowników, którzy doświadczają emocjonalnych kryzysów oraz zaburzeń psychicznych. Po drugie – zachęcenie podwładnych do poważnego potraktowania swojego zdrowia psychicznego. Po trzecie – zapewnienie im odpowiedniej atmosfery i poczucia bezpieczeństwa poprzez stworzenie przestrzeni przeznaczonej do wspólnej dyskusji i wymiany przemyśleń oraz pomysłów. Wszystkie te zachowania mają na celu promocję zdrowia psychicznego w miejscu pracy.

2. Nieodpowiednie korzystanie z programów pomocowych przeznaczonych dla pracowników

Wiele zamożniejszych, większych oraz posiadających teoretycznie dobrze rozbudowane działy HR firm w rzeczywistości nie interesuje się proponowanymi przez siebie programami pomocowymi dla pracowników. Tego typu programy zdrowia psychicznego powinny odgrywać kluczową rolę w szybkim wykrywaniu zaburzeń psychicznych zatrudnionych, tymczasem są praktycznie niewykorzystywane. Dlatego każdy pracodawca powinien przeprowadzić wśród swoich pracowników specjalną ankietę, mającą na celu poznanie realnych przyczyn nieskuteczności oferowanej przez siebie pomocy (za którą płaci).

Według najnowszych badań (2021 r.) przeprowadzonych przez Lyra Health aż 36% ankietowanych pracowników w ogóle nie próbowało skorzystać z oferowanej przez pracodawcę programowej pomocy w zakresie zdrowia psychicznego, a 31% nie miało pojęcia, jak dokładnie wygląda i na czym polega tego typu program.

Ten stan rzeczy wynika z obawy pracowników przed brakiem poufności tego typu programów pomocowych, pomimo wiedzy o istnieniu zawartych w nich, specjalnych protokołów ochronnych. Ponadto badacze wskazują na dość skomplikowaną procedurę rejestracji do nich, która zniechęca wielu potencjalnie chętnych oraz powoduje dodatkowy stres u pracowników już zmagających się z zaburzeniami psychicznymi.

Niezwykle istotnym aspektem w zakresie poprawy jakości opieki zdrowia psychicznego w miejscu pracy jest również nieodpowiednia kultura samej pracy. Obecnie pracownicy zmagający się z problemami natury psychicznej są stygmatyzowani, piętnowani, a często dotkliwie karani. Dlatego tym bardziej ukrywają swoje realne problemy przed pracodawcą oraz współpracownikami.

3. Nieodpowiednia dbałość o kulturę psychiczną w miejscu pracy

Aby zmniejszyć powszechne zjawisko stygmatyzacji tematyki związanej ze zdrowiem psychicznych w miejscu pracy, należy przede wszystkim zbudować odpowiednie i przejrzyste relacje między pracownikami, menadżerami oraz liderami danej firmy. Wspólnotowość oparta na wzajemnym zaufaniu oraz szacunku wydaje się tu kwestią absolutnie podstawową.

Jako najczęstszą metodę destygmatyzacji tematyki zdrowia psychicznego w miejscu pracy przytacza się systematyczne wysyłanie tzw. ogólnofirmowych maili definiujących korzyści wynikające z dzielenia się informacjami o swoim zdrowiu psychicznym z innymi pracownikami. Dobrym sposobem jest także organizacja edukacyjnych warsztatów, uczących wzajemnego międzyludzkiego wsparcia oraz informujących o programach pomocowych i sposobach optymalnego ich wykorzystania.

Ważne, żeby pozytywny komunikat o wadze zdrowia psychicznego dotarł do każdego pracownika danej firmy. Poprawa kultury pracy nie obejmuje bowiem tylko liderów czy jednostek kluczowych, ale również np. sprzątaczki czy woźnych. Każdy pracownik musi czuć się zauważony oraz zaangażowany emocjonalnie w kreowanie nowych standardów w zakresie zdrowia psychicznego.

Pracodawca chcący poprawić dbałość o kulturę psychiczną w miejscu pracy powinien zwrócić szczególną uwagę na palący problem zaburzeń związanych z używaniem substancji psychoaktywnych oraz alkoholu przez pracowników. Każdy kto zmaga się z tego typu trudnościami powinien otrzymać możliwość odpowiedniego leczenia oraz porcję niezbędnej wiedzy w tym zakresie.

4. Spadek produktywności pracowników

Logiczną konsekwencją problemów ze zdrowiem psychicznym w miejscu pracy jest spadek wydajności wielu pracowników (nie tylko tych realnie zmagających się z danymi zaburzeniami). Dlatego głównym zadaniem pracodawcy jest promowanie kultury dobrego samopoczucia psychicznego oraz przekucie jej na realizację konkretnych celów biznesowych.

Oczywiście pracodawca nigdy nie powinien poświęcać kondycji psychicznej swoich podwładnych kosztem krótkofalowego zysku. Jego „praca u podstaw” powinna polegać na szybkim wykrywaniu problemów pracowników i zapewnianiu im odpowiednich zasobów i środków pomocy (usługi zdrowia psychicznego).

Dbanie o kulturę pracy, częste rozmowy i wnikliwa analiza zachowań negatywnych pracownika, pomoże każdemu pracodawcy wydatnie zwiększyć wydajność firmy. Dobrze skonstruowany dział HR powinien zapewnić tego typu stabilność w miejscu pracy, odpowiednio dbając o indywidualne potrzeby zatrudnionych.

Źródło: https://www.lyrahealth.com.

czwartek, 6 maja

Opieka mental health w Polsce

Dobrostan psychiczny? Czy dbamy o niego w miejscu pracy w naszych firmach? Czy ten temat jest w ogóle poruszany przez menedżerów, HR, czy pojawia się na szkoleniach? Jak firma może dbać o mental health? – wyjaśnia psychoterapeuta i trener Maciej Ścibor.

Czym jest dobrostan psychiczny? To dobre samopoczucie, które umożliwia realizowanie własnych umiejętności. Możliwość radzenia sobie ze stresami życia codziennego tak, aby móc pracować owocnie i wydajnie, wnosząc wartościowy wkład w życie swojej społeczności (definicja WHO). Zygmunt Freud, ojciec nowoczesnego podejścia do życia psychicznego człowieka, ujmował to krócej: to zdolność do miłości i pracy.

Jeśli coś tu nam nie gra, warto zastanowić się, jak zadbać o to, by odzyskać dobrostan psychiczny. Czy pracodawca, organizacja, w której zarabiamy na życie i realizujemy ambicje zawodowe, ma nam w tym pomóc? Zgodnie z nowoczesnym, i wymuszonym przez covid trendem, nie tylko ma – ale musi. Dlaczego?

Zespół to nie tylko ludzie z kompetencjami, ale także ludzie w jakiejś kondycji psychicznej – mówi Maciej Ścibor. – Świadomość menedżmentu, że tak właśnie jest i dlatego trzeba dbać o dobrostan psychiczny ludzi, tak samo, jak o rozwój ich kompetencji zawodowych, to podstawa sukcesu polityki mental health w organizacji i sukcesu finansowego organizacji!

Mental health nie wolno nam lekceważyć, bo ma znaczenie globalne, specjaliści od rynku pracy ostrzegają, że jeśli pracodawcy na poważnie nie wezmą się za problem dobrostanu psychicznego ludzi, to choćby stworzyli miliony sztucznych inteligencji, nie będą mieli dość właściwie przygotowanych pracowników, bo ludzie nie będą zdolni do pracy. Dowód?

– Gabinety terapeutyczne i psychiatryczne są dziś przepełnione – mówi Maciej Ścibor. – Moi koledzy czy ja, gdybyśmy chcieli i mogli, pracowalibyśmy całą dobę, tak wielu ludzi zwraca się do nas o pomoc.

Przyczyna? Ludzie wpadają w depresję, czy wypalenie zawodowe, bo poziom lęku jest zbyt wysoki. Do lęku codziennego doszedł ten pandemiczny, który niesie całą gamę strachów, od ekonomicznych po duchowe. Tymczasem mało kto umie rozmawiać o emocjach, lękach, bezsilności – nazywać to, co czuje i wyrażać w zdrowy sposób.

Nikt tego nas nie uczył, a też nie było to konieczne, kiedy można było zwykłymi sposobami radzić sobie z tym co trudne. Teraz jednak potrzeba nam tej umiejętności, jak powietrza, bo dawne sposoby nie tylko byłyby niewystarczające. Są dziś niemożliwe! Siłownie zamknięte, nie mamy okazji do ważnych – jak się okazuje – drobnych mikro relacji z innymi ludźmi, jakie mieliśmy choćby w kawiarni, czy metrze.

Brak nam także możliwości spotkania z przyjaciółmi, podróży, urlopu, itp. Ba! Co więcej stresy pracownicze kiedyś rozładowywaliśmy częściowo już w miejscu pracy, gdzie można było poradzić sobie z napięciem poprzez rozmowy z innymi pracownikami przy kawie, czy lunchu, a także przez krótkie „korytarzowe” wymiany z szefem. Dziś takich możliwości nie ma.

A do tego nasze miejsce pracy znajduje się w szkole dziecka i gabinecie drugiego partnera – bo wszyscy pracujemy i uczymy się w domu. Stres i napięcie wzrosły więc wielokrotnie! Dlatego milczenie o tym, co dzieje się w naszej psychice, prowadzi do przeciążenia systemu, a więc do utraty chęci i sił do życia, czy odwrotnie: ataków agresji lub paniki.

Jeśli pracodawca powie, że nie interesuje go to, jak czuje się pracownik, będzie musiał wciąż szukać nowych ludzi do pracy, dodaje Ścibor. Bo ci, którzy są, mogą wkrótce być całkowicie niezdolni do pracy, lub mało wydajni.

Zielone światło dla mental health w firmie

– Warunkiem rozwoju opieki mental health jest to, aby ludzie nie ukrywali takich problemów – mówi Maciej Ścibor.

Ale: czy pracownik może poinformować szefa, że zachorował na depresję? Ujawnić, kiedy lęki utrudniają mu pracę? Przyznać, że to, co go męczy, to chyba wypalenie zawodowe? Powiedzieć, że cierpi na bezsenność? Ataki wściekłości? Czy kryzys emocjonalny to temat do rozmowy z szefem? W większości organizacji jeszcze, nie. Ludzie więc o tym milczą, bo obawiają się zwolnienia.

– Firma może im pomóc, zapalając zielone światło dla problematyki dobrostanu psychicznego – mówi Ścibor. Jak? Przekonać ludzi, że mental health to element polityki firmy. A więc poruszać tematykę dobrostanu psychicznego jawnie i otwarcie na platformie wewnętrznej firmy.

Zawieszać tam informacje o tym, czym jest np. nerwica lękowa, czym depresja, a czym wypalenie zawodowe? Jakie są symptomy uzależnienia? Skąd biorą się ataki paniki? Jak pokonać wybuchy agresji? Na platformie wewnętrznej firmy powinny pojawiać się artykuły-przedruki na temat różnych metod dbania i odzyskiwania dobrostanu psychicznego.

Organizacja może sięgnąć po całą serię narzędzi, dodaje Ścibor: począwszy od szkoleń, webinarów, wykładów, elektronicznych aplikacji, aby wspomóc pracowników w zdobyciu podstawowej wiedzy o psychice. Obecność tej tematyki na stronach firmy da pracownikom poczucie, że ta problematyka jest akceptowana, podsumowuje Ścibor.

Jeśli takiego zielonego światła w firmie nie zapalono, to ludzie będą się bali, nawet jak szef im powie szybko i rzeczowo, że mają informować, jak źle się czują. Nie powiedzą, bo sobie pomyślą: „Przekonuje mnie żebym powiedział o problemach emocjonalnych, ale jak się ujawnię z depresją, to nazwą mnie wariatem i wylecę, bo na moje miejsce czeka 20 osób”.

Menadżer wrażliwy na emocje

– A może zamiast pytania: „czy pracownik powinien powiedzieć szefowi, że coś jest nie tak”, postawmy inne: „czy szef sam nie powinien dostrzec niepokojącej zmiany w zachowaniu pracownika i zachęcić go do skorzystania z profesjonalnej pomocy?”. Właśnie tak powinno być, mówi Ścibor.

Menadżer w firmie, która dba o mental health, musi więc zwracać uwagę na stan emocji pracownika, a nie tylko na to, czy wykonał zadanie.

– Powiedziałbym do menedżerów: bądźcie świadomi. Nie zaprzeczajcie faktom, ludzie potrzebują w pandemii pomocy w radzeniu sobie z emocjami – mówi Maciej Ścibor. – Menadżer, który w tej sprawie nie dostrzega potrzeb pracowników, nie zwraca uwagi na to, w jakiej są kondycji psychicznej, bo chce utrzymać swoją „jedynie słuszną” wizję zarządzania, naraża ludzi i firmę.

Takiego skupionego tylko na zadaniu menadżera nie tłumaczy brak kompetencji psychologicznych. Nie musi ich mieć. Ma tylko mieć świadomość, że jest taki problem jak nieradzenie sobie z emocjami przez pracowników. A kiedy dostrzeże, że któryś z nich zachowuje się inaczej niż zwykle, zainteresować się i zapytać, czy nie byłoby rozwiązaniem, aby skorzystał z pomocy specjalisty.

PROBLEM TRZEBA NAZWAĆ: WYDAJNOŚĆ PRACY ZALEŻY OD PSYCHIKI PRACOWNIKA, A NIE TYLKO OD JEGO KOMPETENCJI ZAWODOWYCH. WYDAJNOŚĆ PRACOWNIKA ZALEŻY OD JEGO DOBROSTANU PSYCHICZNEGO, A WIĘC OD TEGO, CZY NIE JEST NA KRAWĘDZI ZAŁAMANIA NERWOWEGO, WYPALENIA EMOCJONALNEGO LUB ENERGETYCZNEGO.

Dobra moda na dobrostan

– Od dwóch miesięcy obserwuje nagły zwrot w firmach – mówi Maciej Ścibor. – Firmy zwracają się do nas, psychoterapeutów, żebyśmy przygotowali dla kadry zarządzającej szkolenia, które pozwolą im z większą wrażliwością zwracać uwagę na stan psychiczny ludzi, pozwolą im być wyczulonymi na objawy zaburzeń emocjonalnych pracowników.

Takim szkoleniem mają być objęte także wytypowane osoby z zespołu (często z HR), które mają być osobami pierwszego kontaktu dla pracowników, którzy poczują, że są w psychicznym kryzysie.

– Do tej pory tylko raz przed 12 laty, kiedy starałem się o pracę w pewnej firmie jako trener, podczas rozmowy kwalifikacyjnej zadano mi pytanie, czy już jestem po kursie psychoterapii? – mówi Ścibor.

– Bo oni nie szukają tylko kogoś, kto jest trenerem kompetencji zawodowych, ale także psychoterapeutą, żeby mógł z wrażliwością zwracać uwagę na symptomy wypalenia zawodowego, depresji, itp. Byłem zdziwiony, bo wtedy panował taki trend, żeby iść wyłącznie drogą coaching.

Dominował taki rodzaj szkoleń, w które ja, jako terapeuta, nie do końca wierzyłem, bo choć dawano ludziom wspaniałe narzędzia, zapominano, że są ludźmi i mają emocje, marzenia.

Na szczęście teraz takie myślenie jak w tej poznańskiej firmie, o której wspomniałem, staje się powszechne: organizacja chce dbać – nie tylko o profesjonalność, ale także o dobrostan psychiczny pracowników.

Co jeszcze można zrobić?

– Firmy dają pracownikom różne benefity, m.in. karty multisport. A więc mogą pokusić się także o bony na wizytę u specjalisty, zajmującego się szeroko pojętym mental health. To może być terapeuta, coach, trener mindfulness – mówi Ścibor.

Tyle, że np. terapeuta musi być niezależny od firmy, a spotkania z nim odbywać się poza miejscem pracy. W innym wypadku pracownicy baliby się, że psychoterapeuta zdaje w HR raport ze swojej pracy: zwolnijcie go, bo się wkrótce zapije, albo zabije, a jeśli nie, to pójdzie na półroczne L4, bo ma głęboką depresję…

Przełamać wstyd

– W Polsce iść do psychoterapeuty, albo jeszcze gorzej, do psychiatry, to tyle co zostać wariatem! – mówi Ścibor. – Widzę ogromny lęk przed etykietą, kiedy kieruję pacjentów właśnie do lekarza psychiatry. Słyszę wtedy: a co będzie, jak się w pracy dowiedzą? Pytają mnie, czy na zwolnieniu lekarskim będzie napisane, co im dolega?

Odpowiadam, że na L4 jest tylko kod choroby. I dodaję, że dopiero, kiedy zwolnienie się przedłuża, warto zastanowić się, czy powiedzieć szefowi, dlaczego nas nie ma?

– Często 2-3 sesje poświęcam na to, aby przekonać pacjenta, dlaczego farmakoterapia byłaby czymś dobrym na tym etapie terapii – mówi Maciej Ścibor.

Leki stosuje się, kiedy codzienność wydaje się pacjentowi totalnie nie do udźwignięcia. Psychoterapeuta widzi na sesjach, czy dzięki psychoterapii zmniejsza się nasilenie objawów u pacjenta, a więc czy wychodzi on z toksycznych schematów działania i myślenia, czy też nie?

Jeśli psychoterapia pomaga, nie ma potrzeby dołączać leków. Ale jeśli widać, że mimo pracy na sesjach pacjent nie może przeskoczyć starych schematów (i uwaga!) – ma sygnały z ciała: w postaci bezsenności, napadów paniki, lub całkowitego braku napędu życiowego (co się pojawia i w nerwicy, i w depresji), to farmakoterapia jest konieczna.

Po czym poznać dobrego psychiatrę? Wizyta u psychiatry nie powinna trwać kilka minut i zakończyć się tylko receptą. Lekarz powinien wysłuchać pacjenta, skierować na badania, np. tarczycy, żeby dać holistyczną pomoc i wybrać właściwe leczenie.

Zazwyczaj przy zaburzeniach lękowych, czy depresyjnych (jeśli występują one po raz pierwszy) leczenie farmakologiczne trwa ok. 6 miesięcy od chwili uzyskania poprawy, ale to lekarz prowadzący decyduje. On też dobiera leki pod kątem objawów, wieku i chorób towarzyszących.

– Połączenie farmakoterapii z psychoterapią daje wtedy dobre rezultaty, dodaje Ścibor. Same pigułki to za mało, tak samo jak czasem sama psychoterapia.

Uzależnienia – znak czasu pandemii

Warto samemu zwrócić uwagę, czy nie radzimy sobie ze stresem i z lękiem emocjami, alkoholem, czy np. seksem. Jeśli tak, to robimy to, co specjaliści nazywają „regulowaniem emocji”: jakaś substancja chemiczna lub czynność służy nam do redukowania lęku i napięcia.

No niestety, takie traktowanie wina, hazardu, czy choćby pornografii to początek równi pochyłej. Lekarstwo staje się gorsze od choroby. Warto zawczasu poszukać pomocy specjalisty i nauczyć się w zdrowy sposób radzić sobie ze stresem, z lękiem, itp.

– Jeśli menadżer zauważy, że któryś z pracowników często wygląda na kogoś, kto jest na kacu, albo w jednej chwili zmienia się z człowieka pobudzonego w ospałego, warto, by z nim porozmawiał – mówi Ścibor. – Uzależnienie prowadzi zawsze do unicestwienia człowieka. Nie tylko pracownika. Dlatego nie można być obojętnym, gdy widzimy jego objawy.

Jak się samemu ratować?

– „Zaktualizuj system”. Komputer co jakiś czas wysyła nam taki komunikat – mówi Maciej Ścibor. – I jeśli wtedy nam się nie chce i tego nie zrobimy, to gorzej się nam pracuje. Aż w końcu system pada. Podobnie działają nasze ciało i nasza psychika, one także co jakiś czas wysyłają nam taki komunikat: „zaktualizuj system”. Czyli? Zaczynamy cierpieć na:

– bezsenność.
– Kłopoty z pamięcią.
– Wzrost lub spadek wagi ciała.
– Irytację na przemian z wycofaniem i marazmem.
– Obsesyjnie powracające myśli.
– Pustkę w głowie.
– Kołatanie serca.
– Duszności.
– Lęk.

Takie sygnały płynące z naszego ciała mówią, że najwyższy czas zadbać o swój dobrostan psychiczny, bo inaczej nasza wydajność, a nawet zdolność do pracy stają pod znakiem zapytania. Czas „zaktualizować system” w rozumienia dbania o swój dobrostan psychiczny. Skuteczna aktualizacja musi odbyć się na wielu płaszczyznach, wyjaśnia Ścibor.

  1. Ciało. „Gdyby twoje ciało mogło mówić, to co chciałoby dziś powiedzieć?”. Czy masz ze swoim ciałem głęboki kontakt? Czy wiesz jakie odczuwasz emocje, czy potrzebujesz odpoczynku, albo zabawy? A czy dbasz o nie: prawidłowo oddychasz, odżywiasz się zdrowo? Robisz badania? Uprawiasz jakiś sport.
  2. Emocje. Czy dbasz o właściwe proporcje między czasem pracy i czasem odpoczynku? Nazywasz i wyrażasz to, co czujesz w dobry sposób? Poznałeś swoje głębokie ludzkie potrzeby (jak miłości, wolności, fizycznej bliskości) i zaspokajasz je? Masz i dbasz o relacje z bliskimi i przyjaciółmi? Umiesz radzić sobie ze stresem? Jakie metody stosujesz na jego pokonanie?
  3. Dusza. Czy widzisz sens tego, co robisz? Masz poczucie bycia użytecznym dla innych? Znajdujesz czas na medytację i działalność pro publico bono, czyli na rozwój duchowy? Jeśli nie, postaraj się o tym pomyśleć.
  4. Energia. Nauka zarządzania energią życiową jest tak samo ważna jak nauka zarządzania stresem. Warto iść na poświęcone im warsztaty. Jeśli masz tendencję do pracoholizmu, czeka cię katastrofa. System energetyczny nie poradzi sobie z takim obciążeniem w kontekście tego, co się dzieje na świecie.
  5. Świadomość wspólnoty ludzkich losów. Wydaje ci się, że tylko ty masz problem z atakami paniki, czy bezsennością? Nieprawda. Dziś to powszechne. Dotyka prezesów i pracowników z listy obecności.
  6. Pracownicy obawiają się, że psychoterapeuta polecany przez firmę dzwoni do HR i zdaje raport: tego i tego zwolnijcie, bo jeden się zapije, a drugi zabije… A ta i tamta będą wkrótce na długich L4, bo mają nerwicę lękową.

Dlatego pomoc psychologiczna musi być zorganizowana poza firmą.

Maciej Ścibor, psychoterapeuta integrujący podejście psychodynamiczne z pracą ciałem. Trener specjalizujący się w tematyce mental health, m.in. zarządzania stresem, budowania odporności psychicznej, inteligencji emocjonalnej, zarządzania energią życiową, przeciwdziałania wypaleniu życiowemu i zawodowemu.

piątek, 5 marca

Krótki lont. COVID-19 a zdrowie psychiczne. Badania WHO

Zadbanie o zdrowie psychiczne ludzi powinno być zawarte w planach reagowania na sytuacje kryzysowe – tak wynika z raportu WHO ze stycznia 2021 r. W maju na Światowym Zgromadzeniu Zdrowia dyskusja będzie dotyczyć tego, jak zadbać o zdrowie psychiczne ludzi w sytuacjach kryzysowych, jak wdrażać plan działania na rzecz zdrowia psychicznego.
Czy sytuacja jest aż tak poważna?

W styczniu WHO podjęło decyzję o wspomaganiu państw członkowskich w promowaniu i dbaniu o zdrowie psychiczne ludzi. WHO zachęca do uznania za integralną część systemu opieki zdrowotnej działalności mającej na celu dbanie o zdrowie psychiczne ludzi. Wymaga to przeznaczenia odpowiednich środków na zapewnienie obywatelom możliwości korzystania z pomocy psychologicznej, a także upowszechniania wiedzy na temat zdrowia psychicznego. Za ważne uznano także prowadzenie badań nad wpływem Covid-19 na psychikę (1).

Czy ten wpływ jest aż tak znaczny?

– Moim zdaniem potrzebna jest pomoc państwa w dbaniu o zdrowie psychiczne ludzi – stwierdza Joanna Chmura, psycholożka. – W przeciwnym razie bardzo wielu pozostawionych samym sobie ludzi z racji trudnej sytuacji finansowej nie będzie mogło pozwolić sobie na wsparcie psychologiczne, a to może oznaczać, że nie będą mogli efektywnie albo nawet w ogóle pracować.

O tym, jak COVID-19 wpływa na psychikę, mówi wiele badań, m.in. te przeprowadzone w 2020 r. przez zespół, w którym była dr Maria Baran (2):

– czterokrotnie (marzec, kwiecień, maj/czerwiec, grudzień) zapytaliśmy tych samych badanych o to: jak czują się w związku z sytuacją pandemii? Czy są zdenerwowani? Jakie mają obawy? Badania pokazały, że poziom obaw w marcu i kwietniu był dość wysoki. Obniżył się na przełomie maja i czerwca. W grudniu pozostał już na tym samym poziomie.

Obawy, jakie mieliśmy w marcu, dotyczyły zbyt szybkiego rozprzestrzeniania się wirusa. Tego, że inni ludzie mogą nie stosować się do zaleceń, przepełnionych szpitali i niewydolnego systemu służby zdrowia, zachorowania kogoś z bliskich oraz kryzysu finansowego rodziny.
W kwietniu na prowadzenie wysunęły się obawy związane z kryzysem finansowym.

W grudniu najbardziej baliśmy się konsekwencji zdrowotnych – niezwiązanych z COVID-19: utrudnionego dostępu do lekarzy czy pogorszenia ogólnego stanu zdrowia, które przez koronawirusa były zaniedbywane. Na przełomie maja i czerwca nastąpił wzrost poczucia samotności i spadek zadowolenia z życia. Sytuacja jednak nie pogorszyła się.

O tym, jak COVID-19 wpłynął na nasze zdrowie psychiczne, mówi poziom tzw. dystresu, czyli symptomy depresji i lęku uogólnionego – dodaje dr Maria Baran. Dystres, podobnie jak poczucie samotności, osiągnął najwyższy poziom na przełomie maja i czerwca, być może dlatego, że wówczas zdaliśmy sobie sprawę z tego, że pandemia będzie trwać nie wiadomo jak długo.

Potem jednak w grudniu dystres obniżył się do poziomu z kwietnia. Jest to zapewne efekt tego, że zaadaptowaliśmy się do życia z pandemią, czyli z wielką niewiadomą, mówi dr Baran. Granice wytrzymałości przesuwają się. Tylko 26 proc. badanych na pytanie o to, czy boją się, że mogliby psychicznie nie wytrzymać kolejnego lockdownu, odpowiedziało twierdząco.

Mówiąc o stanie psychicznym, warto wspomnieć o poczuciu posiadania wsparcia społecznego, dodaje dr Baran. Na przełomie maja i czerwca odnotowaliśmy istotny jego wzrost, co może być związane z sytuacją kryzysu, w której się znaleźliśmy. Gdy zdarza się coś złego na dużą skalę, wzrasta poczucie identyfikacji z innymi osobami, które doświadczają tego samego. W konsekwencji rośnie także tendencja do udzielania pomocy. Jednak nie jest ona długotrwała. Jeśli sytuacja nie zmienia się pomimo podejmowanych działań, nasze zasoby się wyczerpują i wsparcie społeczne się zmniejsza. Efekt ten udokumentowany w badaniach profesora Kaniastego wystąpił również w naszych badaniach z zeszłego roku.

Strategie radzenia sobie z pandemią. Z badań (3) wynika, że jest ich kilka:
1. Strategia zadaniowa – w marcu ubiegłego roku 82 proc. badanych przyznało się do jej stosowania, w grudniu już tylko 66 proc. Ale wciąż była to najczęściej stosowana strategia.
Strategia zadaniowa polega na podejmowaniu konkretnych działań, które mają polepszyć sytuację badanego, np. robienie racjonalnych zakupów, aby niepotrzebnie nie wychodzić co chwila do sklepu; słuchanie wiadomości, aby móc podjąć najlepsze możliwe działania; dbanie o dystans i stosowanie się do zaleceń.
2. Strategia unikowa – od kwietnia (pik) nastąpił systematyczny spadek stosowania tej strategii. Strategię tę charakteryzuje odwracanie uwagi od pandemii, fantazjowanie o przyszłości bez wirusa albo rozpamiętywanie przeszłości sprzed 2020 roku.
3. Strategia depresyjna – wzrosło jej stosowanie w końcu 2020 roku. Strategia ta charakteryzuje się poczuciem beznadziei spowodowanej koronawirusem i myśleniem, że podejmowanie jakichkolwiek działań (np. częstsze mycie rąk, słuchanie wiadomości o koronawirusie) i tak nie ma sensu.
4. Strategia zaprzeczania – do jej stosowania przyznało się w grudniu dwukrotnie więcej osób niż na początku roku. Strategia ta charakteryzuje się niestosowaniem do zaleceń ze względu na przekonanie, że lepiej teraz pożyć niż potem żałować. A także myśleniem, że cała ta pandemia jest rozdmuchana i nie ma co przejmować się przesadnymi zakazami.
5. Strategia skoncentrowana na emocjach – nie zmieniła się na przestrzeni zeszłego roku. Charakteryzowała się np. złością ze względu na ciągłe myślenie o wprowadzonych ograniczeniach albo obwinianiem się za zbyt częste myślenie o pandemii.

Najlepszą strategią wydaje się ta, która daje najwięcej wpływu i kontroli, czyli zadaniowa – mówi dr Baran. – Moim zdaniem, jeśli chcemy zadbać o swoje zdrowie psychiczne, najlepiej zrobimy, znajdując choćby skrawek rzeczywistości, na który mamy wpływ i skupiając się na nim. Spróbujmy także być użytecznymi dla innych. A jeśli sami będziemy potrzebować pomocy, nie obawiajmy się prosić o nią. To najlepsze, co możemy zrobić. Poczucie, że nie jesteśmy sami, wspiera nasze zdrowie. Warto też wiedzieć, że osoby, które ciężko przeszły przez COVID-19, mają zwiększone ryzyko wystąpienia zespołu stresu pourazowego, a więc warto, by skorzystały z pomocy specjalisty.

COVID-19 to katalizator

– Covid stał się katalizatorem, przyspieszaczem psychologicznych procesów, które być może w innych warunkach nigdy by się nie wydarzyły – stwierdza Joanna Chmura. W psychologii żywy wciąż jest dylemat: geny czy środowisko, co decyduje o chorobach psychicznych?

Wiele osób miało w sobie potencjał do powstania chorób psychicznych, które by się jednak nie uaktywniły, gdyby nie środowisko, czyli pandemia. Pandemia uaktywniła procesy, które w innych warunkach być może pozostałyby uśpione. Te warunki to: lęk, niepewność, wielka niewiadoma. Zawsze czegoś się baliśmy i boimy. Ale w zwykłych warunkach lęki przychodzą i odchodzą.

Teraz, kiedy fundamenty naszego życia przestały być bezpieczne, lęki utrwalają się. Nie opuszczają nas. A w takiej sytuacji każda kolejna informacja, która podsyca już i tak rozgrzane poczucie zagrożenia, jak np. „zabrakło szczepionek”, powoduje, że trudniej jest nam swobodnie przetwarzać lęk, tak, by móc normalnie funkcjonować.

Lęk zaburza obraz rzeczywistości. Trudno skupić się na czymkolwiek innym niż źródło lęku. Co to znaczy? Trwa konferencja z szefem, a z tyłu głowy pojawia się myśl: „moi rodzice są po 60., a zabrakło szczepionki” – mózg analizuje zagrożenia dla ich życia. Szef pyta o nowe pomysły. Równolegle z pracą konceptualną nasz mózg analizuje zagrożenia związane z zagrożeniem życia rodziców. A więc pracuje na pół gwizdka – dodaje Joanna Chmura. To prosta droga do problemów w pracy. Te z kolei znów wzmocnią lęk przed przyszłością…
Lęk powoduje również, że ograniczona jest nasza zdolność do empatii. Dziecko skarży się, że boli je głowa, że jest zmęczone, że się nudzi, że zgubiło kolorowego jednorożca, a my jesteśmy na skraju wyczerpania energetycznego. W takiej sytuacji nasz sposób reagowania i komunikacji bywa ułomny. Wzrasta więc ilość konfliktów, nieporozumień w domu i niepotrzebnych kłótni.

Zatarły się granice miedzy pracą i domem. Trudno nam przestać pracować, a więc odpocząć. Zrelaksować się. Jak mamy to zrobić, skoro po pracy nie zamykamy komputera, tylko dalej przy nim siedzimy, np. oglądając seriale?
– Cały czas jesteśmy w pracy, w trybie działam, działam, działam. A jeśli trwa to 12 miesięcy, na skutek zmęczenia i permanentnego stresu mogą pojawić się choroby psychosomatyczne. Początkowo są one sygnałem przemęczenia, prośbą ciała o to, by dać mu odpocząć – mówi Chmura. – Należą do nich przewlekłe zapalenia, infekcje, napięcia, bóle brzucha, głowy. Ale z czasem zamieniają się w stany chorobowe.

Podobnie dzieje się z napięciem emocjonalnym i lękiem: kiedy nie mija, może zaprowadzić nas do depresji, nerwicy lękowej czy lęku uogólnionego. Kompulsywne formy radzenia sobie ze stresem, regulacji emocji w czasach pandemii wyraźnie nasilają się. Kompulsywne jedzenie, seks (pornografia), zakupy, alkohol, hazard itp. różnego rodzaju zachowania czy substancje mogą prowadzić do uzależnienia.

Fundamentalnego znaczenia nabiera więc pytanie: co zamiast jedzenia, seksu czy alkoholu może nam pomóc poradzić sobie z napięciem emocjonalnym?

Świadomość ciała.
– COVID zaprasza nas do rozwoju świadomości – mówi Chmura – czyli m.in. do pracy nad emocjami, nawiązania relacji z własnym ciałem. Nie przynosi to szybkiej ulgi, ale długoterminowo jest znacznie bardziej korzystne. Kieliszek wina zadziała szybciej niż medytacja z oddechem czy spacer po osiedlu, ale długofalowo ten pierwszy sposób na stres może prowadzić do uzależnienia, a ten drugi do znacznie większej satysfakcji z życia.

Co to znaczy pracować nad emocjami? Praca nad emocjami może polegać m.in. na wyrażaniu ich poprzez ciało: ruch, śpiew, ćwiczenia. Dlaczego to takie ważne?
– Dziś mamy do czynienia z prawdziwym tsunami trudnych odczuć. Ucieczka przed nimi nic nie da. Nieprzetworzone emocje zapisują się w naszych ciałach, stając się powodem chorób psychosomatycznych. Lepiej zanurzyć się w swoje ciało po to, alby je nazwać, wyrazić i w ten sposób nimi zarządzić. Zanurzyć się w ciało, to zadać sobie proste pytanie: co czuję i czego potrzebuję? W znalezieniu odpowiedzi może pomóc: medytacja, modlitwa, joga, tai chi, taniec pięciu żywiołów, terapia Lowenowska, terapia naturalnym ruchem.
– Zalecam, aby w roku 2021 objąć uważnością nasze ciała – mówi Chmura. – Jeśli pozwolimy ciału mówić, ono szybciej wszystko poukłada niż ta przemęczona głowa. Intelekt nie radzi sobie z covidową rzeczywistością. Mózg nie daje rady, bo musi analizować, a nie ma zbyt wiele wiadomych. Dlatego tak ważne dla zachowania zdrowia psychicznego jest nawiązanie relacji z ciałem.
Ciało odczuwa wszystkie nasze emocje, a te z kolei są dla nas ważnymi wskazówkami. Trzeba więc nauczyć się je odczytywać, szczególnie te, przed którymi próbujemy uciekać: bezradność czy wstyd.

COVID to test na poziom dbania o swoje zdrowie psychiczne. Ci, którzy stosują różne formy pracy nad sobą, rozwoju wewnętrznego, dietę i świadomy ruch, a więc prowadzą zdrowy tryb życia, ponoszą mniejsze koszty pandemii – mówi Chmura. – Mniejsze uszczerbki na zdrowiu psychicznym.

Zalecenia:
1. Zbadaj o swoje przekonania na temat ciała. Pamiętaj, że: „Kiedy dbam o ciało, lepiej mi się myśli”, a także o tym, że „moje ciało nie jest tylko drabiną do głowy”.
2. Przejdź na dietę informacyjną. Bodźce, które do mnie dopływają, mają znaczenie dla mojego zdrowia psychicznego. Dbanie o siebie to filtrowanie informacji. Odbieranie tylko tych niezbędnych do życia. Np. sklepy są otwarte, zamknięte. Reszta mnie nie interesuje. Stany lękowe mają charakter spiralny, nakręcają się z każdą dodatkową złą informacją. Karmią się wzajemnie.
3. Bądź świadomy tego, z kim rozmawiasz czy spotykasz się najczęściej. Ogranicz kontakty z ludźmi, którzy żyją w ciągłym lęku i poczuciu bezradności.
4. Zdaj sobie sprawę z tego, czym karmisz swój mózg? Jeśli cały dzień karmisz go złymi informacjami, jeśli słuchasz ludzi, którzy są czarnowidzami, to wieczorem jesteś zatruty lękiem: nie masz energii, nie masz ochoty na nic, nie masz siły na empatię.
5. Zrób miejsce na emocje w firmach. To nie ma być psychoterapia, tylko empatyczne sprawdzenie „jak się masz?”. Ludzie mają różną gotowość rozmowy o emocjach, ale na pytanie „jak się masz?”, każdy potrafi odpowiedzieć. A ta świadomość, że kogoś to interesuje, często wystarczy.

Dzięki pandemii wreszcie nie muszę tłumaczyć w firmach, gdzie prowadzę szkolenia, że emocje są ważne również w pracy, nie tylko w domu – mówi Chmura. – W Polsce funkcjonował mit, że „profesjonalnie to znaczy bez emocji”. Na szczęście w marcu 2020 zaczął się pruć. Nie można było po prostu pracować, kiedy przeżywaliśmy tyle emocji i tyle się działo. Trzeba było na chwile się zatrzymać i pytać pracowników: jak się macie? Jak wam pomóc?

Zagrożenie dla menadżerów polega na tym, że jeśli nie pracują nad własnymi emocjami, te emocje mogą ich „zalać”. Mogą zacząć się somatyzować (zamieniać nienazwane emocje na objawy w ciele), dźwigać emocje innych ludzi, mogę być nad-empatyczni, a to nie jest dla nikogo zdrowe. Menadżerowie nie mają cały czas wspierać ludzi, ale widzieć, że ktoś sobie nie radzi i wtedy odważnie to powiedzieć: mam intuicję, że potrzebujesz pomocy, w naszej firmie mamy wsparcie psychologiczne – chcesz skorzystać? Widzę, że coś się dzieje, pytam, jak pomóc i daję namiary.

Uważaj na ekrany
Źródłem dodatkowego stresu jest praca on-line. Nowym zjawiskiem psychologicznym jest obserwowanie swojego obrazu w kamerze przez cały dzień. Dawniej widzieliśmy się w lustrach tylko co jakiś czas – dodaje Chmura. – Rozmawiając z kimś, nie widzieliśmy własnej twarzy, tylko twarz rozmówcy. Teraz widzimy, a więc pojawia się „całodzienna” samoocena w kontekście tego, jak siebie postrzegamy. To wyczerpujące.

Dla naszego układu nerwowego zagrażające jest także to, że widząc siebie i innych w tej kamerce, jesteśmy z perspektywy ewolucyjnej pozornie „zbyt” blisko rozmówcy, a to wyczerpuje nasz system nerwowy. Dlatego tak ważna jest higiena psychiczna w technologicznej codzienności.

Odpoczynek z dala od elektroniki

W 2020 roku lekarze wystawili ponad pół miliona zwolnień lekarskich z powodu ciężkiej reakcji na stres i zaburzeń adaptacyjnych (dane ZUS). W roku 2019 r. było ich 380 tys. Epizody depresyjne były przyczyną ok 5 mln dni absencji. Z danych Europejskiej Fundacji na Rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy wynika, że w pandemii 21 proc. Polaków ma trudności w radzeniu sobie z problemami. 15 proc. odczuwa napięcie, 13 proc. przygnębienie, a co czwarty przyznaje, że brak mu optymizmu. Badania Uniwersytetu Warszawskiego wskazują, że w maju i grudniu 2020 r. Polacy odczuli znaczące nasilenie m.in. lęku. W grudniu aż 29 proc. kobiet i 24 proc. mężczyzn znalazło się w grupie ryzyka nasilenia klinicznych objawów depresji. Dodatkowo 31 proc. kobiet oraz 26 proc. mężczyzn było zagrożonych nasileniem objawów zespołu lęku uogólnionego (4).

NOTKA
1. Za https://www.who.int/news/item/11-02-2021-who-executive-board-stresses-need-for-improved-response-to-mental-health-impact-of-public-health-emergencies.
2. W projekt „Wpływ pandemii COVID-19 na emocje, zachowania i postawy Polaków” zaangażowani są: dr hab. Katarzyna Hamer, profesor IP PAN, dr Maria Baran (Uniwersytet Humanistycznospołeczny SWPS w Warszawie), dr Marta Marchlewska (IP PAN) i prof. dr hab. Krzysztof Kaniasty (IP PAN, Indiana University of Pennsylvania).
Badania (wspomagany komputerowo wywiad online) są prowadzone na tej samej grupie dorosłych Polek i Polaków dzięki uprzejmości ogólnopolskiego panelu badawczego ARIADNA. Na pierwszą ankietę (w marcu 2020 r.) odpowiedziało 1098 osób (reprezentatywna próba ogólnopolska), na drugą (w kwietniu) 868, na trzecią (przełom maja i czerwca) 794, na ostatnią (w grudniu) 807.
Raporty z badań można znaleźć pod linkiem: https://covid19psychologia.com.
3. Z badań dr Baran i współpracowników wynika, że dominującą strategią radzenia sobie ze stresem w wyniku pandemii, była, zwłaszcza na początku, strategia zadaniowa. Pod koniec zeszłego roku istotnie wzrosło stosowanie strategii zaprzeczania, choć strategia zadaniowa wciąż była najczęściej stosowana. Poza tym badacze sprawdzali, w jakim stopniu Polacy stosują również strategię unikową, skoncentrowaną na emocjach oraz depresyjną.
4. Za: naukawpolsce.pap.pl.

Joanna Chmura – psycholożka specjalizująca się w tematyce emocji, a szczególnie wstydu i odwagi oraz dr Maria Baran.

wtorek, 23 lutego

Czy terapia online może być skuteczna?

W czasach epidemii ta forma pomocy terapeutycznej okazała się dla pacjentów zbawienna. Przekonało się też do niej wielu specjalistów, którzy dziś deklarują, że mimo zaszczepienia na COVID-19 dalej chętnie będą korzystać z wirtualnej formy rozmowy z pacjentami, widząc w niej coraz więcej pozytywnych stron. Uznawana dawniej za słabszą formę wsparcia, dziś traktowana jest równorzędnie ze spotkaniem stacjonarnym twarzą w twarz.

Na czym polega psychoterapia online i kiedy warto się na nią zdecydować?

Psychoterapia online jest oddziaływaniem terapeutycznym przy pomocy narzędzia do pracy zdalnej takiego jak SKYPE, FaceTime czy ZOOM. Dzięki temu pacjent i terapeuta widzą siebie i mogą odczytywać sygnały pozawerbalne niemalże tak, jakby przebywali razem w jednym pomieszczeniu. Pomoc psychologiczna online może być także realizowana telefonicznie, mailowo lub na czacie. Pozostałe formy to raczej interwencje służące pacjentowi wsparciem w kryzysowej sytuacji. Przydają się wtedy, kiedy videorozmowa nie jest możliwa, a osoba pilnie potrzebuje rozmowy z zaufanym specjalistą.

Sama psychoterapia online nie jest czymś nowym. Już od wielu lat badacze z całego świata przyglądają się temu, czy w formie zdalnej można efektywnie pracować z pacjentami i czy takie sesje wymagają stosowania innych, wyspecjalizowanych technik wsparcia. A może należy pracować w starym stylu z barierą oddzielającego nas od siebie ekranu komputera?

Pierwszy lockdown postawił przed wieloma terapeutami nie lada wyzwanie. Część nie podjęła tego kroku, zawieszając procesy terapeutyczne lub utrzymując reżim sanitarny, przyjmując osoby stacjonarnie. Zdecydowana większość jednak postanowiła wypróbować terapię online i sprawdzić, czy taki rodzaj pomocy przynosi zakładane korzyści.

Czy psychoterapia online jest efektywna?

Opinie naukowców ze wszystkich stron świata przemawiają zdecydowanie na korzyść terapii online. Kiedy w 2008 r. psycholodzy z Uniwersytetu w Hajfie porównali wyniki kilkudziesięciu badań dotyczących praktyki zdalnej, okazało się, że nie ma żadnych różnic w jej efektywności w porównaniu z pracą stacjonarną. Późniejsze badania (między innymi na Uniwersytecie Cambridge) tysięcy pacjentów potwierdziły brak istotnych różnic w poziomie zadowolenia z psychoterapii u osób korzystających z pomocy na miejscu i przez sieć. Co ciekawe w 2013 r. z Zurychu pojawiły się i takie doniesienia, że w przypadku niektórych zaburzeń nastroju terapia online może być nawet bardziej efektywna niż spotkanie na żywo. To bardzo ważne wnioski nie tylko ze względu na fakt, że w sytuacji epidemii taka forma pomocy jest w 100% chroniąca przed zarażeniem. Przede wszystkim pozwala ona na rozmowy z ludźmi z odległych miejsc na świecie. To ważne w przypadku osób, które z różnych przyczyn nie mogą dotrzeć do gabinetu. Bywa, że to nie kłopoty, a preferencja odgrywa kluczową rolę – pacjent może czuć się zdecydowanie bardziej komfortowo, siedząc wygodnie w swoim fotelu, z kubkiem ulubionej herbaty, w pozycji, która jest dla niego wygodna, w ubraniu, które go nie uwiera i nie krępuje. Terapia online pozwala ludziom na większą swobodę ekspresji (bo są u siebie), co prawdopodobnie może czasem skutkować większą otwartością do intymnych zwierzeń.

Jakie są wady i ograniczenia sesji zdalnych?

Bardzo często pacjenci na pierwszych sesjach online dopytują, czy ze względu na formę pracy będą wykonywali mniej zadań i poznawali mniej technik terapeutycznych? Oczywiście pewne techniki mogą być trudniejsze do wykonania (na przykład przy pracy z ciałem), ale większość da się swobodnie stosować zdalnie. Nawet jeśli są to bardzo głębokie wizualizacje, techniki wyobrażeniowe – z powodzeniem można je przeprowadzać zdalnie. Podobnie wszelkie ćwiczenia polegające na wypełnianiu tabel, dzienniczków czy wykresów. Terapeuci online chętnie udostępniają różnego rodzaju materiały/artykuły/książki dostępne w sieci, które pacjent może potem z łatwością znaleźć, przeglądając historię videoczatu.

Jeśli pacjent ma obawy co do swoich umiejętności technicznych, warto, by podzielił się nimi z terapeutą, który krok po kroku nauczy go, w jaki sposób korzystać z narzędzia do komunikacji zdalnej.

Jak się do niej przygotować?

Żeby odbyć skuteczną sesję psychoterapii online, warto zadbać o wyizolowane miejsce w domu (tak, by nic nas nie rozpraszało, nie dekoncentrowało), sprawdzić łącze internetowe, ustawić kamerę tak, by terapeuta widział naszą twarz, a nie na przykład tylko usta, brodę albo czoło. Jeśli problemy techniczne pojawiają się w trakcie rozmowy, zwykle terapeuta proponuje jakąś alternatywę, na przykład zmianę komunikatora albo rozmowę audio. Tak jak to zawsze w terapii bywa, wszelkie wątpliwości, frustracje czy obawy warto przedyskutowywać ze specjalistą. Czasami rozmowa o złości, bezradności czy obawach związanych z terapią zdalną może zaowocować ciekawymi wnioskami o radzeniu sobie z trudnościami w życiu codziennym, czasami pomaga nauczyć się, jak radzić sobie ze stresem, czy jak komunikować swoje niezadowolenie, wątpliwości, aby nie było to zbyt agresywne, czy spolegliwe.

Katarzyna Kucewicz – psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Prowadzi Ośrodek Psychoterapii i Coachingu INNER GARDEN w Warszawie. Jest autorką trzech poradników rozwojowych. Przynależy do Polskiej Federacji Psychoterapii. Dzieli się wiedzą psychologiczną na swoim Instagramie @psycholog_na_insta.

środa, 17 lutego

Mateusz Grzesiak: Kowal swojego losu czy przedmiot oddziaływania sił rynkowych?

W czasach pandemii tylko zmiana jest pewna. Często to słyszymy. I co mamy z tą informacją zrobić? Jak poradzić sobie z tym, czego się boimy, czyli niepewnością, załamaniem rutyny i procedur? – zastanawia się dr Mateusz Grzesiak, psycholog i wykładowca akademicki.

Skoro pewne są tylko zmiany, to może powinniśmy sami je inaugurować? Zmieniając się z własnej woli, zyskamy kontrolę nad swoim życiem? 

To dobre podejście, a same zmiany trzeba rozpatrywać z różnych perspektyw. Pierwsza to perspektywa pracownika, który jest na rynku pracy i jest pozycjonowany poprzez pryzmat różnych kompetencji, jakie ma. Są to kompetencje twarde i miękkie. To jest zestaw jego zasobów, które przedstawiają określoną wartość. Ta wartość istnieje w kontekście, który nazywa się rynkiem. Taki pracownik funkcjonuje w jakimś sektorze, który podlega wpływom zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Aktualnie największym wpływem zewnętrznym jest pandemia i to, co powoduje w świecie. Analizę takiej zmiany oparłbym na trzech poziomach: 

  1. Co się dzieje z pracownikiem.
  2. Co się dzieje z sektorem, w którym on funkcjonuje.
  3. Co się dzieje w perspektywie makroekonomicznej.

 

Do tej analizy użyłbym modelu PESTLE. A więc wziął pod uwagę sześć czynników: polityczny, ekonomiczny, socjologiczny, technologiczny, prawny i ekologiczny. Te czynniki pokazują zmianę z perspektywy globalnej, regionalnej i lokalnej.

Dopiero biorąc pod uwagę te trzy perspektywy, możemy podjąć decyzje o zmianie, która będzie adekwatną?

Prawidłową i skuteczną. Ponieważ mam też wykształcenie ekonomiczne, dodam, że zaczynać powinniśmy od analizy makroekonomicznej sytuacji, w jakiej jesteśmy. A więc: jakie są zmiany polityczne, jakie są zmiany prawne? Co się dzieje w kontekście technologii? Jak na zmiany reaguje kultura? Czego można się spodziewać w ciągu najbliższych miesięcy, ewentualnie lat? Ja bym dopiero po tej refleksji przeszedł mikroanalizy. A więc zastanowiłbym się: jak w tym świetle wygląda mój sektor? Czy jest zagrożony, czy nie? Czy się rozwija, czy nie? Jakie zmiany występują w tym sektorze? Jak on jest podatny na to, co się dzieje w świecie? Czy zagraża mu robotyzacja? Jak przebiega w tym sektorze cyfryzacja?

Dopiero wtedy, kiedy osadzimy siebie w makroanalizie tego, co dzieje się w świecie; potem w mikroanalizie, jak to wpływa na nasz sektor; możemy – na samym końcu – skupić się na sobie.

Czyli na: ja pracownik?

Właśnie, bo dopiero wtedy możemy zastanowić się nad tym: to jak ja się dostosuję do tych warunków? To jest również odpowiedni czas na zwrócenie uwagi na aspekt merytoryczny i emocjonalny zmiany. Czyli analizę moich mocnych i słabych stron, kompetencji, wykształcenia i stopnia dostosowania do rynku. Dopiero, kiedy mam to opisane, zadaję sobie kolejne pytanie: co chcę robić? Wtedy odpowiedź – wpisana w makro i mikroekonomię – będzie miała konkretną wartość.

Stwórzmy postać: Patryk, lat 35, pracownik korporacji, który próbuje wyprzedzić zmiany.

Patryk patrzy na to, co się dzieje i myśli: duże firmy wykupują małe, przedsiębiorczość ze względu na lockdowny jest zagrożona. W niektórych sektorach, jak gastronomia, hotelarstwo, turystyka następują coraz liczniejsze wrogie przejęcia. Korporacje jednak sobie radzą, bo mają odpowiednie budżety, a część z nich rośnie w tym kryzysie. Skoro więc Patryk pracuje w korporacji i do tego w sektorze, który jest bezpieczny, widzi dla siebie przyszłość i nie ma motywacji do wyprzedzania zmian.

Jeśli jednak pracuje w zagrożonym sektorze, ma motywację do zmian i ja bym mu radził, aby zaczął od zadania sobie pytania: w jaki sposób to zagrożenie przejawia się w jego życiu? Czy jest to zagrożenie o charakterze finansowym? Emocjonalnym czy relacyjnym? A jakie są inne przejawy tego zagrożenia?

Emocjonalne i relacyjne zagrożenie?

Utrata pracy to jeden z największych stresorów, zwłaszcza dla mężczyzn. A więc dla Patryka to duże zagrożenie emocjonalne depresją, w skrajnym przypadku mogącą skończyć się samobójstwem. Zwłaszcza gdy zagrożone są także relacje, jakie miał, bo Patryk kolegował się ze swoimi współpracownikami. A więc gdyby stracił zatrudnienie, to też pewnie straciłby kolegów. A jeśli iść dalej w negatywny scenariusz, mogłyby na tym ucierpieć jego relację z żoną i dziećmi. Być może dotknęłoby go także jedno z wielu zagrożeń zdrowotnych, choćby wzrost wagi, bo Polacy średnio po lockdownie utyli po 2 kg.

Patryk już wie, że nie będzie dobrze w jego sektorze, ale jeszcze ma pracę, znajomych, żonę, za to nie ma nadwagi. Co ma zrobić?

Wrócić do analiz i się zastanowić: skoro mój sektor się sypie, to który ma się dobrze? W jakim sektorze, w jakim kierunku zmierza świat? Patryk ogląda więc prognozy i widzi, że przemysł 4.0, który nadchodzi, przyniesie ze sobą m.in. robotyzację. Zagrożona jest ogromna liczba manualnych stanowisk pracy, ponad 42 proc. Nie chodzi tylko o pracowników fizycznych! Wiadomo np., że jak ktoś jest tłumaczem, to za jakiś czas nie będzie miał takiej jak dziś pracy. Tym, co teraz robi, zajmie się sztuczna inteligencja. A więc Patryk mówi sobie: ok, robotyzacja, cyfryzacja, automatyzacja rozwijają się. Patrzy teraz w badania Deloitte Access Economics i widzi, że zawody wymagające dużej ilości umiejętności miękkich będą stanowić 66 proc. wszystkich miejsc pracy do 2030 r.

Czyli pracę da nam umiejętność słuchania, empatia, elastyczność, kreatywność itp.?

Tak jest. I Patryk wie, że to czas, aby tych umiejętności się nauczyć. Patrzy też i widzi, że rozwijają się inne sektory: IT, farmakologia, itd. A więc teraz już wie, czego musi się nauczyć i gdzie szukać zatrudnienia. Patryk podejmuje więc działania skuteczne – adaptuje się. „Dostosuj się albo zgiń”. Podejmuje rękawice i mówi: widzę, że kompetencje społeczne są dziś podstawą.

Widzi teraz, że cały świat się cyfryzuje. Rozumie, że aby dostać pracę, trzeba mieć zrobiony odpowiedni personal branding. A więc zainwestuje w budowanie swojej reputacji i zwiększanie wartości na rynku pracy za pomocą specjalistów ds. wizerunku. Zrobi stronę, zaistnieje na Instagramie, Facebooku. Zacznie proces autokreacji. Stanie się dzięki temu w większym stopniu kowalem swojego losu niż przedmiotem odziaływania sił rynkowych.

Jak zostać Patrykiem, który dogania zmiany?

Wiadomo, że większość ludzi jest pasywna i reaguje na to, co świat przynosi. W sytuacji kryzysowej dodatkowo nasilają się te cechy, które wzmacniają tę pasywność. A więc immanentnymi cechami kryzysu są:

  1. Pasywność, czyli brak działań.
  2. Negatywizm albo katastrofizm – myślimy, że będzie źle.
  3. Myślenie tylko w kategoriach bieżących: tu i teraz.
  4. Reaktywność, czyli reagowanie tylko na to, co życie przynosi.

 

W kryzysie najwięcej zarabiają ci, którzy przewidują, co się stanie, są proaktywni, czyli podejmują świadome działania, planując je odpowiednio. Widzą co się zmienia i jak można na tej fali zmiany wypłynąć. Patrzą na zmiany poprzez pryzmat większej odporności na różne ryzyka i myślenia w kategoriach „okazji”.

Kiedyś „zmień się albo zgiń” dotyczyło tylko menadżerów. Dziś dotyczy także zwykłego pracownika. Jak pani myśli, ile potrzeba czasu, aby zamiast kierowców jeździły samochody autonomiczne? Kiedy ludzki mózg zostanie połączony z Internetem. Elon Musk wszczepił już do mózgu małpy chipa Neuralink i stwierdził, że małpa, która może myślami kontrolować interfejs i grać w gry na komputerze, nie wygląda na nieszczęśliwą. To, co nas czeka w najbliższym czasie, jest bezwzględnym motywatorem zmian, do których musimy się dostosować. Powiem krótko: ważna zmiana to ta, że kompetencje społeczne (umiejętności miękkie) zaczynają wyprzedzać umiejętności twarde, bo te czynności, które ich wymagają, będą wykonywały za nas roboty. Wielowymiarowe myślenie, analizowanie stanów emocjonalnych, to jest to, czego przynajmniej na dziś sztuczna inteligencja w nas zastąpić nie może.

Poproszę o przykład narzędzia do zarządzania myśleniem, emocjami i zachowaniami – to m.in.?

Technika, która pomaga poradzić sobie z katastrofizmem, z czarnowidztwem. Jeśli umysł ucieka w stronę złych scenariuszy: „stracę prace i nie znajdę nowej”, „to nigdy się nie skończy”, „będzie koniec świata”, „wirus mnie zabije”, to warto wszystkie je spisać po to, żeby wyciągnąć z tego coś dla siebie. A potem popatrzeć na nie przez pryzmat racjonalizmu. Czyli analizować i kwestionować. Na przykład: „jakie jest prawdopodobieństwo, że ten wirus mnie zabije?”. To łatwo sprawdzić, które grupy, w jakim stopniu są zagrożone. Wtedy można rzetelnie i prawidłowo ocenić sytuację zagrożenia. „Na pewno stracę pracę i nie znajdę nowej” – także można ocenić przez pryzmat prawdopodobieństwa i analizę od makro do mikro, o której mówiłem. Dzięki temu można zamienić nawykowo katastroficzne schematy na fakty. A wtedy można myśleć klarownie i jasno.

Z jaką zmianą menadżerowie nie mają po co walczyć?

Z zarządzaniem zdalnie rozproszoną strukturą, kiedy nie można na bieżąco weryfikować pracy zespołu. Nabyć właśnie szereg umiejętności miękkich, jak precyzyjna komunikacja, aktywne słuchanie. To ważne, bo ilość zniekształceń w tekście pisanym sięga 60 proc. A menadżerowie mogą nie znać osobiście nowych pracowników, a więc nie wiedzieć, jak te osoby zrozumieją to, co oni piszą, czy nawet mówią. Muszą nauczyć się zarządzać pracownikami, którzy mogą mieć obniżone samopoczucie. Nauczyć się dbać o ich work life balance, bo jak ostatni rok pokazał, ludzie pracują więcej w domu niż pracowali w pracy. Menedżer musi brać pod uwagę, że jego pracownik ma rodzinne konflikty, gdyż teraz silniej wpływają one na jego pracę. A więc zmienić się w kogoś, kto zarządza nie tylko pracą, ale także życiem pracowników. Pomaga poprzez coaching czy mentoring funkcjonować w sposób szczęśliwy, bo dopiero wtedy będą oni pracować skutecznie.   

Dr Mateusz Grzesiak – psycholog i wykładowca akademicki. Jest doktorem w trzech dyscyplinach: zarządzaniu, psychologii i pedagogice. Specjalizuje się w kompetencjach społecznych (miękkich) – umiejętnościach zarządzania myślami, emocjami i zachowaniami umożliwiających osiąganie wyznaczonych celów w życiu zawodowym i osobistym. W 2019 roku otrzymał zieloną kartę i został rezydentem USA na podstawie EB1, popularnie nazywana wizą dla geniuszy, przyznawaną „ludziom, którzy są uznawani za najlepszych w swojej dziedzinie”.

środa, 17 lutego

Rafał Olejniczak: Kryzys jako szansa. Nie zawsze będziesz zwycięzcą

Jak szukać szansy w kryzysie? Często słyszę to pytanie razem z odpowiedzią, że w chińskich znakach kryzys składa się z dwóch symboli: niebezpieczeństwa i szansy. Po pierwsze: co z tego? A po drugie: to nieprawda. Zapytałem kiedyś o to Chińczyka, który mnie wyśmiał – mówi Rafał Olejniczak, profesjonalny mentor i coach. – Kryzys to zwykle dramatyczna sytuacja, której nie chcemy, która nas przytłacza, wymaga uwagi i przede wszystkim działania opartego o nasze wartości, zasoby, sprawstwo, a nawet sens życia.

Kryzys oznacza zmianę, jakiej nie chcemy i się nie spodziewamy, i to na wielu płaszczyznach na raz. Jestem daleki od mówienia ludziom bzdur, że kryzys jest szansą i od dawania dobrych rad w rodzaju: wystarczy się przebranżowić albo, moja ulubiona: „jak życie rzuca w ciebie cytrynami, zacznij sprzedawać lemoniadę”. To tylko puste gadanie – mówi Olejniczak. – W tej chwili każdy kto jest na przykład właścicielem firmy turystycznej, knajpy albo nawet automatów do kawy, organizatorem eventów czy koncertów, kucharką, kelnerką, trenerką, muzykiem albo aktorką, każdy kto nie ma stałej umowy o pracę, jest w realnym kryzysie, który go przytłacza, demotywuje, sprawia, że czuje się bezradny, wpada w depresję. Ci ludzie mają realny problem. W tym momencie próba wmówienia im, że to ich szansa – to żałosna ściema i wielka nieuczciwość.

Życie nie jest tak proste jak dywagacje tak zwanych specjalistów od motywacji. Przykro mi, ale nie możesz wszystkiego i nie zawsze jesteś zwycięzcą. Zwycięzcą w realnym życiu tylko bywasz.

Człowiekowi, który na przykład wraz ze swoją firmą i rodziną znalazł się w kryzysie nie można dawać rad. Nie wolno go oceniać. Trzeba dać mu mądre wsparcie: obecność, rozmowę. Można z nim cierpliwie pracować, żeby to on sam najpierw określił swoją sytuację, odniósł się do swoich wartości, dostrzegł zasoby i możliwości, a nade wszystko, żeby zacząć odzyskiwać wpływ na swoje życie. Wtedy nie będzie pogrążał się w beznadziei, nie będzie podejmował dramatycznych decyzji.

W kryzysie ważna jest adaptacja, ale nie można z nią przesadzać. Jest granica, za którą adaptacja staje się dysfunkcjonalna.

Pracownik nie może być dostępny na każde wezwanie szefa, brać na siebie wszystkich zadań, a do siebie wszystkich uwag. Nie może zaniedbywać rodziny i zdrowia, myśląc, że tego wymaga adaptacja do sytuacji kryzysowej. Pewnego dnia zda sobie sprawę, że jest wykorzystywany, a może nawet poddany mobbingowi, czyli – przypomnę – zabronionej prawem presji, skutkującej utratą poczucia wartości, zdrowia itd. Adaptacja, czyli zdolność do zmiany pod wpływem otoczenia, jest wielkim zasobem i podstawą radzenia sobie z kryzysem. Ale musi mieć granice. Granice adaptacji do sytuacji kryzysowej wyznaczają przede wszystkim nasze wartości, a także zasoby i poczucie wpływu.

Kluczem do zarzadzania kryzysem i sobą w kryzysie jest zdanie sobie sprawy z tego, na czym mi najbardziej zależy? Na czym zależy mi mniej i co z tym chcę zrobić? Moje wartości to podstawa, bo jeśli działam niezgodnie z nimi – adaptacja zamienia się w pewnego rodzaju automobbing. Wartości nieprawdopodobnie ułatwiają decyzje i wybory! A wybór to kolejne ważne słowo. „Czy będę te cytryny łapał i robił z nich lemoniadę, czy je pozbieram i sprzedam, czy też zejdę im z drogi, żeby nie dostać w łeb i zacznę robić coś innego, zależy tylko od mojego wyboru” – mówi Olejniczak. – A ten najlepiej oprzeć na wartościach, na najważniejszych dla mnie sprawach. To czyni działania najbardziej efektywnymi. Może być nawet ciężko i dramatycznie, ale cokolwiek się stanie, nie zaszkodzi mojej wewnętrznej spójności, nie doprowadzi do załamania, a więc będą mógł reagować na rzeczywistość w sposób adekwatny.

Kiedy biorę pod uwagę te trzy filary – wartości, zasoby i wpływ –  może się okazać, że mam o wiele więcej opcji niż „przebranżowić się”. Warto wypisać wszystkie na kartce. Nawet te najbardziej nieprawdopodobne, typu: sprzedam te swoje niezarabiające automaty do kawy tam, gdzie poradzili sobie z pandemią, np. na Tajwan. Może taki kryzys zakończy się zmianą branży, może zmianą modelu biznesu, a może nowym sposobem działania, a może jeszcze czymś całkiem innym. Lepiej robić cokolwiek, niż nic nie robić. Każde działanie zmienia nas i otoczenie.

Zarządzać kryzysem przez pryzmat wartości. Nie szukać szybkich rozwiązań, patrząc tylko na dane ekonomiczne.

Jak to rozumieć, że wartości to pierwszy krok do zarzadzania kryzysem? Czy wartości są tak samo ważne dla właściciela firmy, menadżera, HR-owca i zwykłego pracownika? Tak. Zarządzanie kryzysowe trzeba zacząć od zrobienia porządku ze sobą. Czyli zastanowić się: jakie są najważniejsze sprawy w moim życiu, bez których nie dam rady funkcjonować i nie jestem sobą? Co mnie definiuje? Kiedy proszę swoich klientów, aby nazwali swoje wartości, słyszę zazwyczaj coś, co na pozór wydaje się banałem: rodzina, miłość, uczciwość czy  szczerość – wyjaśnia Olejniczak. – Rzecz nie w nazwaniu, ale w zdefiniowaniu, w odkryciu, co za tymi słowami stoi, co dokładnie oznaczają. Np. co oznacza dla mnie rodzina?

Wpisz to, co dla ciebie jest w życiu najważniejsze i zdefiniuj, np.:

  1. Rodzina to dla mnie……………….
  2. Miłość to dla mnie………………….
  3. Uczciwość to dla mnie…………….
  4. Wybór to dla mnie …………………
  5. Niezależność to dla mnie ………..

 

Trzeba zdefiniować, czym jest np. rodzina, bo inaczej dalej nic nie wiemy o sobie i swoich wartościach. Bo dla kogoś rodzina może być spędzaniem czasu z dzieckiem, a dla kogoś innego to nowy model rodzinnego auta i nowy pies corgie dla dzieci. A więc pierwsza osoba będzie wolała iść z dzieckiem na śnieżki zamiast – na przykład – wykonywać bzdurne polecenie mobbującego szefa. Druga nie pójdzie na śnieżki. Być może nigdy nie pójdzie.

Miłość może być lekiem nawet na kryzys kadry menedżerskiej w korporacji.

Pracuję często z firmami, które wykazują się wielką mądrością, chcąc z grupy zarządzających menedżerów stwarzać zespoły. To fundamentalna różnica. Grupa ma tylko wspólny cel. Zespół ma także wspólne wartości. Dzięki temu może zdziałać więcej i w lepszym stylu. W jednej z takich korporacji – niespodzianka: warsztaty dla menedżerów pokazały, że to miłość jest wartością, której wszystkim tam brakuje, wokół której wszyscy by się chętnie zjednoczyli, mówi Olejniczak: – Oczywiście, kiedy to wyszło na jaw, to wszyscy żartowali, że chodzi o seks w pracy. Ale kiedy zaczęliśmy tę „korpomiłość“ definiować, to wyłoniło się, o co naprawdę chodziło: żeby ludzie przestali sobie nawzajem przeszkadzać pracować i żyć, żeby nauczyli się być dla siebie wsparciem. Miłość w tej korporacji ma się objawiać tak: „kochaj siebie i ludzi, na ile potrafisz, żyj po swojemu i pozwól tak żyć innym”.  W tej firmie ludziom w pracy brakowało tolerancji i akceptacji dla różnorodności. Kiedy zarząd już to wiedział, mógł wdrożyć nowe zasady np. dotyczące komunikacji albo sposobu pracy, przejawiające się na przykład w większej tolerancji wobec różnych postaw, które mogą być równie skuteczne, choć wykraczające poza procedury i schematy.

Drugi filar niezbędny do przejścia przez kryzys to zasoby. Czy na pewno je znamy?

Ludzie mają dużo przekonań na własny temat, ale zazwyczaj nie wiedzą, kim są i co naprawdę potrafią. Ich prawdziwa wartość jest nieujawniona lub nieuświadomiona. Większość z nas nie jest świadoma siebie, a świadomość siebie to podstawa poradzenia sobie z kryzysem. Żeby poznać swoje zasoby, warto zadać sobie – i nie tylko sobie – kilka pytań, np. takich:

  1. Co wiem? Co umiem? Jak tego używam?
  2. Jakie są moje najmocniejsze strony? Na ile ich używam?
  3. Jak inni mnie widzą? Co ich zdaniem mnie wyróżnia, jaka kompetencja?
  4. W jakich trudnych sytuacjach do tej pory sobie radziłem? Co o tym decydowało?

 

Wszystko o czym rozmawiamy – wartości, zasoby i wpływ w kryzysie – tak samo działa na poziomie firm. Każda firma musi mieć swoje wartości, znać zasoby i obszar wpływu, zanim zacznie działać. Największym zasobem są ludzie, którzy identyfikują się z firmą nie tylko dla pieniędzy, ale właśnie dzięki wspólnym wartościom.

Trzeci filar to wpływ, czyli poczucie sprawstwa. Rzecz absolutnie niezbędna, jeśli mamy wydobyć się z kryzysu.

Kryzys to zwykle nieodwracalna zmiana, przebiegająca nagle i to na wielu poziomach. Każda zmiana ma fazy, z których najbardziej dramatyczna jest ta, w której znajdujemy się na samym dnie.  Fazy zmiany:

  1. Status quo, czyli nic się nie dzieje.
  2. Dzieje się coś niespodziewanego.
  3. Spadamy w dół. Czujemy opór i bezradność. Zaprzeczamy sytuacji. Pojawiają się trudne emocje i postawy.
  4. Gorzej już być nie może. Jesteśmy na dnie. Co robić?
  5. Działamy. Zaczynamy wspinać się w górę. Widzimy efekty, nasza sytuacja się poprawia. Nastawienie zmienia się na pozytywne, entuzjastyczne. Odnajdujemy się.
  6. Wspięliśmy się ponownie na górę. Wszystko działa jak powinno.
  7. Nasze nowe status quo, do kolejnej zmiany.

 

Aby się od tego dna odbić, niezbędne jest nam właśnie poczucie sprawstwa, wpływu. To one decydują o tym, czy damy radę. Ludzie zostają na dnie krzywej zmiany, jeśli nie mają poczucia wpływu – mówi Olejniczak. –  Odbijają się od dna i ruszają w górę, kiedy mają poczucie wpływu. A więc warto ustalić: na co mam wpływ, na co nie i jak ten wpływ uzyskać? Na pandemię? Żadnego! Więc to zostawiam, bo myśląc o niej, mogę się załamać i wpaść w rozpacz. Mam wpływ na swoje zachowanie, relacje z ludźmi, na zdrowie, na to co jem i tak dalej… Mądrzej skupić się na tym, na co mam wpływ, albo na co mogę mieć i to w tym obszarze zacząć działać.

– Rozmawiałem ze sprzedawcami, którzy narzekali, że pracowali na relacjach, a teraz relacje są do bani, bo są na zoomie albo teamsach i nie da się tak sprzedawać – mówi Olejniczak. – Uważali że stracili wpływ przez brak kontaktu osobistego. Rozumiem, ale czy to znaczy, że nie da się konstruować relacji w świecie on-line? „No, ale jak to zrobić?”. I tu zaczęła się nasza praca, bo mogliśmy pomyśleć nad specyfiką kontaktu online. Jak wpływa na relacje, jakie są pułapki i zagrożenia, a jakie możliwości? Odpowiedzieliśmy na pytanie, co najbardziej zaburza dobry kontakt. Co to takiego? Ludzie nie patrzą sobie w oczy. Bo jak patrzą w oczy rozmówcy widoczne na ekranie laptopa, to nie patrzą w kamerkę, czyli de facto w oczy rozmówcy. I odwrotnie. Na szczęście są na to sposoby. Można się tego nauczyć albo zainwestować w urządzenia, które na to pozwalają. To inwestycja w kontakt międzyludzki, moim zdaniem obowiązkowa dla wszystkich, którzy pracują na relacjach online.

A więc kiedy dobrze określę problem, mogę go rozwiązać. Definiuję w ten sposób obszar wpływu i swojego sprawstwa.

W kryzysie grupa menadżerów może stać się nie tylko zespołem znajdując wspólne wartości, ale wspólnotą odnajdującą wspólny sens. Dzięki temu zyskują niezwykle skuteczną broń na kryzys, broń na wszystko.

Człowiek, który jest świadomy swojego sensu życia i za tym sensem podąża, rzadko się poddaje. W kryzysie, jak inni, wpada w dół, ale z niego wychodzi, bo mu zależy, bo wie, po co chce żyć. Generalnie wie, „po co mu to wszystko“. – Jestem z kręgu psychologii humanistycznej, „trzeciej siły“ między psychoanalityczną nieświadomością a poznawczo-behawioralnym warunkowaniem – mówi Olejniczak. – Ten nurt, bliski filozoficznie egzystencjalizmowi, przypisuje człowiekowi sprawczość, odpowiedzialność i wolność wyboru, a nade wszystko świadomość. Taka postawa pomaga w kryzysie. Pokrewna temu logoterapia stworzona przez Viktora Frankla, to niezła recepta na kryzysy i zmiany. Ten austriacki psychiatra, neurolog i psychoterapeuta przetrwał obóz koncentracyjny w Auschwitz, bo wyobrażał sobie swoje przyszłe wykłady na ten temat. Przyglądał się temu, co tam się działo poprzez pryzmat swojej wiedzy o psychice człowieka. To był jego sens przetrwania. Wiedział, po co chce żyć. Ponieważ jemu się to udało, stworzył logoterapię, czyli metodę psychoterapii opartą na poszukiwaniu sensu. Doszedł bowiem do wniosku, że sens jest fundamentem istnienia człowieka. Człowiek pozbawiony poczucia sensu traci swoje zasoby, wybory, świadomość. Traci wszystko.

Najmocniejsze pytanie jakie można zadać brzmi: po co żyjesz? Na płytkim poziomie, to łatwe. Na głębszym – bardzo trudne.

Pandemia pozbawia nas prostych odpowiedzi. Nie żyjemy już po to, żeby jechać na wycieczkę do Tajlandii, albo kupić nowy model samochodu. To nie pomoże na wszystkie lęki spowodowane przez Covid.

Drogę wskazuje filozofia, zwłaszcza egzystencjalizm, który mówi, że ratunkiem przed największymi ludzkimi lękami, jakimi są śmierć, nieistnienie, izolacja, brak wolności i brak sensu, są ich przeciwieństwa. A więc na lęk przed utratą wolności – odpowiedzialność i prawo wyboru. Na lęk przed izolacją – relacje międzyludzkie, także ze sobą. A na nieistnienie czy śmierć? Właśnie poczucie sensu, bo nawet jeśli moje życie się skończy, to coś po mnie zostanie – mój własny zrealizowany sens. – Lubię takie dalekie filmowe ilustracje: np. w filmie „Conjuring“ („Obecność“), opartej na faktach opowieści o małżeństwie Warrenów, najsławniejszych  amerykańskich demonologów, jest taka scena, obrazująca wartość poczucia sensu w beznadziejnej sytuacji. Warrenowie mają się zmierzyć z koszmarnie potężnym demonem, jakiego nigdy wcześniej nie spotkali. Pan Warren ma wątpliwości, boi się, chce zrezygnować. Pani Warren kręci głową: „Pomyśl, że być może po to się spotkaliśmy, że to jest nasz sens, żeby zmierzyć się z tym złem“. Sens daje im taką siłę, że pokonują demona. Ale przede wszystkim pokonują siebie i swoje lęki. Bo jak sobie przypomnę, po co i dlaczego pracuję, to uda mi się wyjść z najgłębszego doła i pokonać największy lęk.

Rafał Olejniczak (50 lat) – profesjonalny mentor i coach. Wspiera liderów, zespoły i organizacje w rozwoju kompetencji menedżerskich i komunikacyjnych. Pomaga liderom doświadczać odpowiedzialnego przywództwa, a zespołom efektywnie współpracować. Uczy tajników wystąpień publicznych i sztuki prezentacji. Więcej szczegółów na stronie rafalolejniczak.pl
Współpracuje z Pracownią Gier Szkoleniowych z Warszawy, gdzie współtworzy nowatorski program rozwojowy dla liderów Game Changers Academy. Współpracuje z Uniwersytetem SWPS jako wykładowca (Zarządzanie Zasobami Ludzkimi). Studiuje psychoterapię.
Były dziennikarz i menedżer w mediach. Jako redaktor naczelny i członek zarządu współtworzył i zarządzał m.in. Radiem ZET. Absolwent Uniwersytetu Śląskiego, Canadian International Management Institute, Uniwersytetu SWPS i Laboratorium Psychodukacji.
[Gallup Strengths Finder Talents: Strategic, Ideation, Adaptability, Woo, Maximizer.]

Zdjęcie autorstwa Przemysława Pączkowskiego.

wtorek, 16 lutego

Psychoterapeuta – kiedy się do niego wybrać?

Psychoterapia. Różne stereotypy, wątpliwości, a także lęk na myśl o konieczności powracania do wspomnień z dzieciństwa sprawiają czasem, że ludzie rezygnują z tej formy pomocy, albo odkładają ją na „wieczne nigdy”. Gubiąc się w natłoku informacji o licznych nurtach i sposobach leczenia, dają sobie spokój, lub wybierają zupełnie przypadkowych specjalistów, którzy „wyskoczą” im w wyszukiwarce internetowej.

Do znalezienia swojego psychoterapeuty warto jednak podejść z rozmysłem, przede wszystkim orientując się, czym psychoterapia jest i w jaki sposób może nam pomóc.

Około 20% Polaków zmaga się z trudnościami emocjonalnymi i zaburzeniami psychicznymi. Coraz więcej osób doświadcza też przewlekłego przemęczenia i przestaje sobie radzić ze stresem. W pandemii przygnębienie związane z lękiem o zdrowie przeplata się z niemożnością zrelaksowania się w sposób, jaki lubimy. Sprawia to, że gros z nas zaczyna zastanawiać się nad podjęciem psychoterapii, która mogłaby pomóc poradzić sobie z natłokiem negatywnych myśli oraz nauczyć, jak pracować z naszymi emocjami w tych przytłaczających czasach.

Jeśli jednak nie mieliśmy nigdy do czynienia z psychologami, możemy czuć się przytłoczeni nadmiarem informacji na ich temat w sieci. Jaką psychoterapię wybrać? Czym kierować się przy wyborze odpowiedniego terapeuty? Jak przebiega takie spotkanie? Czy lepiej uczęszczać na terapię grupową czy indywidualną?

Najgorsze dla większości osób rozważających zapisanie się na sesję terapeutyczną jest poczucie, że podczas spotkań należy opowiadać o bardzo intymnych odczuciach kompletnie nieznajomemu specjaliście. Czasami przecież człowiek nie ma śmiałości, by zwierzać się nawet przyjaciołom, a co dopiero miałby się otworzyć przed kimś, o kim praktycznie nic nie wie. Część osób ma z kolei wątpliwości, czy siedzący naprzeciwko psycholog na pewno nie czyta w naszych myślach. Czy patrząc w skupieniu, surowo ocenia nasze postępowanie? Martwimy się również i o to, co będzie, jeśli zupełnie nas nie zrozumie…

Na czym polega psychoterapia i czemu służy?

Choć polega głównie na rozmowie (czasami na wykonywaniu różnych zadań, wypełnianiu tabel, wykresów i testów) terapia jest profesjonalną formą leczenia trudności życiowych, zaburzeń psychicznych, kryzysów emocjonalnych. Oznacza to, że zdecydowanie różni się od przyjacielskiego dialogu i absolutnie nim nie jest. Psychoterapeuta nie opowiada o sobie, nie daje konkretnych rad, nie poucza, nie ocenia tak jak to czasem ma miejsce w rozmowach ze znajomymi. Jego zadaniem jest słuchanie, oraz wskazywanie w jaki sposób nasze emocje, odczucia i myśli wpływają na nasze zachowanie i co stoi za tym, że w dany sposób interpretujemy rzeczywistość dookoła. Psychoterapeuta nie stawia diagnoz medycznych ani nie przepisuje recept. Tym zajmuje się psychiatra. Gdy terapeuta widzi natomiast taką potrzebę – kieruje do innego specjalisty, czasami psychiatry, neurologa, terapeuty uzależnień albo seksuologa, jeśli problem, z którym przychodzimy dotyczy sfery seksualnej.

Podczas rozmowy z pacjentem specjalista rozpoznaje jego życiowe trudności i pomaga mu się z nimi uporać, lepiej zrozumieć sytuację, w której się znajduje, własny charakter i swoje wybory. Psychoterapia uczy nas racjonalnego myślenia oraz radzenia sobie w sytuacjach stresujących, skomplikowanych, wywołujących silne emocje. Rozmowy terapeutyczne pozwalają ludziom rozwinąć ich potencjał i uczą, jak czerpać ze źródeł wewnętrznej mądrości. W efekcie osoba zaczyna podejmować bardziej racjonalne decyzje, potrafi zaopiekować się sobą, stawiać granice. Na terapii uczymy się też, w jaki sposób zbudować poczucie własnej wartości i skuteczności. Stajemy się osobami decyzyjnymi, samostanowiącymi, potrafiącymi w kryzysowych momentach zachowywać się dojrzale. Czasami oznacza to rezygnację ze starych przyzwyczajeń, nawyków oraz uświadomienie sobie, że w życiu musimy przeżyć różne utraty i rozczarowania, że ludzie nie zawsze są dla nas dobrzy, że nie zawsze jest sprawiedliwie, że nie zawsze miłość jest aż po grób. Przyjęcie tego pozwala dorośle podchodzić do innych i lepiej zarządzać swoim życiem – na przykład wchodzić w prawidłowe, a nie toksyczne relacje damsko-męskie.

Psychoterapia jest metodą leczenia, która może odbywać się indywidualnie, grupowo, rodzinnie lub partnersko. Czasami, podczas wstępnej konsultacji, psychoterapeuta doradza, by skorzystać z terapii par lub grupowej, może też odesłać do terapeuty pracującego w innym nurcie, jeśli widzi, że ktoś inny poradziłby sobie lepiej z naszym problemem. To zupełnie normalne i nie należy się wówczas zniechęcać. Specjalista jest w stanie w ciągu 50-minutowej sesji (tyle przeważnie trwają spotkania), rozeznać się, czy jego kompetencje są wystarczające, aby nas fachowo wesprzeć. Jeśli uzna, że są, zaproponuje nam spotkania albo w formie sesji wsparciowych (od czasu do czasu) albo w formie psychoterapii indywidualnej (zwykle 1 raz w tygodniu). W dobie pandemii może zaoferować pracę stacjonarną w gabinecie lub psychoterapię on-line, która ma podobną skuteczność, co spotkania twarzą w twarz.

Po czym poznać, że mamy do czynienia z profesjonalistą?

Dobry terapeuta to przede wszystkim osoba, która jest odpowiednio wykwalifikowana do takiej pracy. Nie wystarczy skończyć studiów z psychologii, by prowadzić psychoterapię. Wykształcenie psychoterapeutyczne jest wykształceniem podyplomowym, czyli aby osoba mogła się tak nazywać, musi być w trakcie lub po ukończeniu całościowego szkolenia psychoterapeutycznego (które trwa przeważnie aż 4 lata!). Psychoterapeutami mogą zostać psycholodzy, ale też i osoby mające ukończone humanistyczne studia magisterskie (na przykład pedagodzy, socjolodzy). Niestety w Polsce nie ma ustawy o zawodzie psychoterapeuty, dlatego warto sprawdzać i dopytywać bezpośrednio, czy osoba, do której się zapisaliśmy, ma ukończone szkolenie psychoterapeutyczne i kto jest jego superwizorem (superwizje to spotkania ze starszym doświadczonym psychoterapeutą weryfikujące pracę). Takie pytania pozwolą nam upewnić się, czy mamy do czynienia z profesjonalistą.

5 nurtów terapeutycznych

Kolejne, czego warto się dowiedzieć przy wyborze psychoterapeuty, to to, jaki nurt terapeutyczny reprezentuje. Zasadniczo istnieje 5 najbardziej popularnych nurtów o potwierdzonej skuteczności: nurt psychoanalityczny, nurt poznawczo behawioralny, nurt systemowy, nurt integracyjny, nurt humanistyczno-egzystencjalny. Zanim wybierzemy się do konkretnego specjalisty, warto poczytać, jaki rodzaj podejścia jest bliski naszemu terapeucie, bo oznacza to kilka istotnych różnic w sposobie pracy i w zasadach kontraktu terapeutycznego między specjalistą a pacjentem. Na przykład nurty psychoanalityczne z reguły są terapiami długoterminowymi, mogą trwać nawet wiele lat.

Jaki nurt byłby odpowiedni dla nas? Wszystko zależy od problemu, jaki nam doskwiera. Na przykład w przypadku depresji czy zaburzeń lękowych najczęściej rekomenduje się terapię poznawczo-behawioralną, w przypadku utrzymujących się całe życie trudności w nawiązywaniu relacji z innymi ludźmi – terapię psychoanalityczną. Nie są to jednak twarde reguły, bo tak naprawdę każdy nurt, choć ma odmienne zasady, leczy trudności w równie efektywny sposób. Według licznych badań i doniesień to bowiem, co jest czynnikiem leczącym w psychoterapii, to przede wszystkim relacja terapeutyczna, a kiedy jest ona oparta na zaufaniu i profesjonalna, techniki odgrywają drugorzędną rolę. Dlatego bardzo ważne jest, żeby psychoterapeuta, z którym się spotykamy, wywoływał w nas pozytywne uczucia, szacunek, zaufanie i choćby umiarkowaną sympatię.

W jakich sytuacjach psychoterapia może pomóc?

Jeśli chcemy nad sobą pracować i nasz problem jest możliwy do rozwiązania – to już połowa sukcesu. Czasami jednak bywa tak, że nasze problemy wychodzą poza kompetencje psychoterapeuty. Terapeuta pomaga w zmianie, w uczeniu się nowych nawyków. Jest jak latarnik-towarzysz, który oświetla ciemną jaskinię, którą przemierza pacjent w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące go pytania. Choćby był najlepszym fachowcem, nie rozwiąże jednak problemów za nas i niewiele wskóra, jeśli nie będziemy mieć chęci lub gotowości w sobie na dokonywanie zalecanych zmian. Bo „jedyne” co robi, to wskazuje kierunek zmian, pomaga zrozumieć, dlaczego popełniamy ciągle te same błędy. Wbrew pozorom to bardzo dużo. Czasami okazuje się, że dopiero fachowiec jest w stanie zadać nam takie pytania i pokazać opcje, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Psychoterapeuta pomoże dokonać wyboru, przeanalizuje wszystkie opcje, wyjaśni, jak upewnić się, że to, co postanowiliśmy, jest właściwe.

Ludzie, którzy z powodzeniem przeszli przez terapię, bardzo często mają poczucie głębszego zrozumienia siebie, czują się bardziej pewni tego, co robią, lepiej rozumieją swoje reakcje i wchodzą w zdrowsze relacje. Przeważnie jedna, w pełni przeprowadzona psychoterapia wystarcza człowiekowi na całe życie. Bywa jednak tak, że pacjenci rezygnują w połowie pracy albo efekty nie są dla nich zadowalające. To ostatnie może wynikać z kilku czynników: złego dopasowania klienta i terapeuty, braku prawdziwej gotowości do pracy nad sobą, nieporozumienia w kwestii sformułowania celów terapii. Jeśli nas to spotka, warto szczerze omówić tę kwestię ze swoim psychoterapeutą, który na pewno pomoże podjąć decyzję, co w takiej sytuacji zrobić.

Katarzyna Kucewicz – psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Prowadzi Ośrodek Psychoterapii i Coachingu INNER GARDEN w Warszawie. Jest autorką trzech poradników rozwojowych. Przynależy do Polskiej Federacji Psychoterapii. Dzieli się wiedzą psychologiczną na swoim Instagramie @psycholog_na_insta.

Umów się na demo

Wypełnij formularz i przekonaj się, ile możliwości daje Mindgram

Media o Mindgram:

Strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zmienić ustawienia przeglądarki tak, aby zablokować zapisywanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.