czwartek, 12 sierpnia

Jak pracować efektywniej z domu, żeby zachować work-life balance?

12 sierpnia to w kalendarzu Światowy Dzień Pracoholika. Jak żyć, aby praca nie stała się naszą najważniejszą życiową wartością i uzależnieniem behawioralnym? Jak na co dzień dbać o zdrową równowagę pomiędzy życiem a pracą? 🏠

Przez pracę zdalną życie zawodowe przenika się z prywatnym. Łatwo o poczucie, że pracuje się non stop. Przed pandemią opuszczało się biuro, umysł dostawał sygnał, że praca skończona. Teraz całą dobę patrzy się na swoje „biuro”. Niemal co drugi pracownik sygnalizuje, że swoje zadania wykonuje poza godzinami pracy. Wśród pracujących zdalnie ten odsetek jest jeszcze wyższy – wynika z 43. Monitora Rynku Pracy, badania Randstad i Instytutu Badań Pollster. Tym bardziej warto trzymać się zasad, które pomogą zregenerować siły i poprawią produktywność. 🔥🔥🔥

Jak zachować work-life balance i pracować efektywniej z domu? Oto 5 rekomendacji od Mindgram:

🔺 Rób przerwy: to nie strata czasu!
Po 5-10 minutach wrócisz z odświeżonym umysłem. Poruszaj się, napij, wyjdź na balkon, popatrz w dal. Ważne, by przerwy nie poświęcać na patrzenie w ekran. 🌳
🔺 Unikaj rozpraszaczy.
Gdy coś odrywa uwagę od zadania, potrzebujesz czasu, by znowu się skupić. Nie sprawdzaj co chwilę maili. Gdy skupisz się tylko na jednym zadaniu na raz a skończysz je szybciej. 🔍
🔺Planuj pracę.
Przed rozpoczęciem pracy w domu, rozpisz dokładną listę zadań, które musisz wykonać w pierwszej kolejności i sukcesywnie je realizuj. Zarządzanie czasem, który poświęcasz na pracę, czyli świadome i celowe ustalanie działań do wykonania, jest podstawą skuteczności.
🔺Dbaj o aktywność.
Ćwiczenia fizyczne poprawiają koncentrację oraz samopoczucie. Sprawiają, że czujesz się lepiej i masz więcej energii na cały dzień i przede wszystkim redukujesz stres. To nie muszą być męczące ćwiczenia. Możesz wybrać yogę 🧘 czy poranne rozciąganie dostępne w aplikacji Mindgram.
🔺 Wieczorem odłóż telefon – odpocznij.
Jeśli w czasie wolnym cały czas zaglądasz do smartfona, bo tam szukasz rozrywki i relaksu, mózg nie ma szansy odpocząć. Skrolowanie ekranu pożera masę czasu i zostawia Cię z poczuciem, że zrobiło się „nic”. Lepiej wyjdź na spacer. Ruch to świetny sposób na odbudowę zasobów energetycznych. 🚶‍♀️

środa, 4 sierpnia

Cierpi młode pokolenie. Dlaczego milenialsi są najbardziej narażeni na zaburzenia psychiczne?

Dynamiczne, często nieprzewidywalne zmiany kulturowe, polityczne i społeczno-ekonomiczne mające miejsce w ostatnich trzech dekadach znacząco wpłynęły na wrażliwość, system wartości oraz zdrowie psychiczne młodszych pokoleń ludzi na całym globie.

Wskutek przyspieszenia światowych przemian cywilizacyjnych milenialsi, nazywani również „pokoleniem Y”, czy „pokoleniem cyfrowym”, stanęli przed zupełnie nowymi wyzwaniami i problemami generowanymi przez tzw. ponowoczesność. Postępująca globalizacja, rosnące nierówności społeczne rodzące ubóstwo, a także wirtualizacja relacji międzyludzkich to tylko niektóre z zagrożeń czyhających na jednostkę próbującą zdefiniować swoją tożsamość i śmiało wkroczyć w dorosłość.

Globalizacja, czyli dorosnę po długim weekendzie

Zespół złożonych procesów prowadzących do integracji państw i ich gospodarek, lokalnych społeczności i ich kultur nazywany globalizacją, to zjawisko doskonale zbadane i opisane. Za jedno z głównych źródeł globalizacji uważa się błyskawiczny rozwój technologiczny, dzięki któremu znacznie zwiększyła się szybkość przepływu informacji. Wpłynęło to drastycznie na środowisko naszego życia. Młody człowiek, po raz pierwszy w historii cywilizacji, został oderwany od jednego, stałego terytorium społecznego i etnicznego, gdzie miał możliwość harmonijnego i stabilnego rozwoju osobistego opartego na wzorcach wpajanych przez starsze pokolenia. Zaowocowało to znacznym wydłużeniem okresu wkraczania milenialsów w dorosłość. Wśród młodego pokolenia zagadnienia takie jak: podjęcie stałej pracy zarobkowej, szybkie opuszczenie domu rodzinnego, małżeństwo i rodzicielstwo przestały stanowić cel i największą wartość egzystencji.

To przedłużające się wkraczanie w dorosłość może z czasem skutkować poważnymi kryzysami tożsamości oraz stanami depresyjnymi. Poczucie niepewności nadchodzącego jutra, brak stabilności ekonomicznej to zjawiska bardzo powszechne wśród dzisiejszej młodzieży oraz dwudziesto- i trzydziestolatków.

Dodatkowym negatywnym czynnikiem wywołanym przez rozwój technologiczny jest niekontrolowany zalew różnorodnymi informacjami. Umysły młodych ludzi nie są przystosowane do przetwarzania tak dużej liczby faktów i danych płynących do nich z sieci. Obecnie większość informacji nie posiada konkretnego adresata ani jasno sformułowanej treści. Nadmiar tego typu „śmieciowych przekazów” może zaburzyć funkcje poznawcze rozwijającego się mózgu i wydatnie utrudnić indywidualny rozwój człowieka, szczególnie w okresie adolescencji.

Cyfryzacja, czyli dzisiaj nie wyjdę z domu

Odrębnym i wciąż marginalizowanym problemem, mającym swoje źródło w galopującej na oślep cyfryzacji rzeczywistości, jest destrukcyjny wpływ, jaki wywiera na młode pokolenie nadmierne korzystanie z sieci oraz gier komputerowych. W ciągu kilkudziesięciu ostatnich lat internet zredefiniował modele interakcji społecznej, znacząco wpłynął na zachowania człowieka oraz wygenerował szereg nowych zawodów i aktywności.

Szczególnie w sektorze rozrywki doszło do prawdziwej rewolucji. Gry komputerowe, w szczególności te sieciowe, biją rekordy popularności wśród młodszych i starszych milenialsów. Według licznych badań z roku na rok wzrasta ilość czasu spędzanego przez człowieka przed komputerem oraz liczba sprzedanych egzemplarzy gier komputerowych. Ponadto maleje wiek pierwszego kontaktu jednostki z nowymi mediami, ustawicznie wzrasta nasycenie technologią cyfrową przestrzeni codziennego życia, a dostęp do internetu i wszelkiego rodzaju gier jest już niemal nieograniczony. Skutkuje to m.in. pogłębianiem się różnic międzypokoleniowych w umiejętnościach posługiwania się nowymi mediami.

Naukowcy sugerują, że ten medialno-cyfrowy boom oprócz wielu pozytywnych aspektów, niesie za sobą szereg zagrożeń, przede wszystkim wzrost czynnej i biernej agresji wśród użytkowników komputerowych gier akcji. Tego typu rozrywka zmusza do pełnego zaangażowania w wirtualny świat oraz propaguje nieskrępowaną żadnymi normami przemoc, za którą nie ponosi się żadnych realnych konsekwencji.

Z analiz zachowania graczy wynika, że mają oni znacznie osłabione relacje z rówieśnikami oraz z najbliższą rodziną, a na proste wyzwania dnia codziennego reagują nadmierną agresją. Zaniedbują także aktywność fizyczną i kulturalną oraz gorzej funkcjonują w grupie. Dodatkowo mają obniżony poziom empatii, a ich umiejętności prowadzenia dialogu oraz zawierania kompromisów są na bardzo niskim poziomie.

Nadmierne korzystanie z sieci i gier komputerowych prowadzi do uzależnienia, a często do zaburzeń nerwicowych, stanów osłabienia sprawności intelektualnej, a nawet depresji. Niestety przy obecnej skali dostępności mediów pokolenie, nazywane często pokoleniem trzech ekranów (ekran smartfona, monitora, telewizora), jest właściwie bezbronne wobec negatywnych bodźców płynących z multimediów.

Zaburzenia narcystyczne, czyli nowa choroba cywilizacyjna

Niezwykła płynność i zmienność globalno-cyfrowej rzeczywistości coraz częściej doprowadza do widocznych zmian w strukturze osobowości młodych osób. Żeby odnaleźć się w tym zdynamizowanym, ulegającym ciągłym transformacjom świecie, milenialsi zmuszeni są do nieustannej kreacji samych siebie oraz do brania pełnej odpowiedzialności za porażki poniesione na tym polu. Ta nieograniczona i eksterytorialna wolność tworzenia własnego „ja” pozbawiona jest jakichkolwiek stałych punktów odniesienia do np. tradycyjnych postaw i zasad społecznych. W efekcie młodzi ludzie pozbawieni są umiejętności nawiązywania trwałych więzi i relacji społecznych, które napawają ich lękiem i rodzą postawy egocentryczne oraz narcystyczne. Dlatego wielu wybitnych naukowców postuluje istnienie nowej narcystycznej osobowości, charakterystycznej dla naszych czasów.

Narcyzm określany jest obecnie jako specyficzna postawa obronna przed nieprzewidywalnością oraz napięciami psychicznymi generowanymi przez globalno-cyfrową rzeczywistość. Co istotne, rzeczywistość ta nie ułatwia badaczom precyzyjnego zdefiniowania narcyzmu, gdyż jest on zróżnicowanym zespołem zaburzeń o różnym stopniu nasilenia. Za jego jawne przejawy uważa się nadmierną arogancję w stosunku do innych, manię wielkości, problemy interpersonalne oraz niekontrolowane napady wściekłości. Często u osób dotkniętych tym zaburzeniem zauważa się podatność na zranienie, stany lękowe, nadmierną ostrożność oraz introwertyczność. Jednostki zmagające się z narcyzmem charakteryzują także tzw. zachowania eksploratorskie wobec innych, które wynikają z już wspomnianych trudności w nawiązywaniu zdrowych, opartych na wzajemnym szacunku i zrozumieniu, więzi. Wszechobecna, globalno-cyfrowa rzeczywistość kieruje uwagę młodych ludzi ku zaspokojeniu materialnych i biologicznych potrzeb, niwelując potrzebę bliskości i pogłębionego kontaktu psychicznego z drugim człowiekiem, który staje się dla nich zaledwie narzędziem do podbudowania poczucia własnej wartości.

Według najnowszych badań doskonałym ujściem narcystycznych tendencji wśród milenialsów jest Facebook. Służy on wielu młodym użytkownikom do świadomej kreacji własnego wizerunku w oczach innych członków wirtualnej społeczności. Charakterystyczną cechą narcyzmu jest właśnie nierealistyczny, pozytywny obraz samego siebie, a Facebook w sposób doskonały pozwala ten obraz budować, powielać oraz utrwalać bez konieczności realnego kontaktu z innymi ludźmi.

Źródła:

Funkcjonowanie współczesnych młodych ludzi w zmieniającym się świecie, pod red. H. Liberskiej, A. Maliny, D. Suwalskiej – Barancewicz, Warszawa 2012.
Młode pokolenie w zderzeniu cywilizacyjnym. Studia – badania – praktyka, pod red. M. Jędrzejko, J.A. Malinowskiego, Toruń 2014.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pokolenie_Y.

piątek, 30 lipca

Aktualny stan psychiczny Polaków

Z różnych badań wynika, że ok. 40% ludzi czuje się gorzej niż przed pandemią. Skarżą się na doświadczanie dyskomfortu podczas izolacji, na obniżenie nastroju, niepokój, lęk, które towarzyszą im przez cały czas, na ataki paniki i nie radzenie sobie z gniewem. Przyznają się do zaburzeń snu, nadużywania alkoholu lub pornografii.

Wzrosła liczba pacjentów w gabinetach psychiatrów i psychoterapeutów. Depresje, zaburzenia lękowe i adaptacyjne to dziś powszechny problem. Wzrosła przemoc domowa, liczba samobójstw i osób uzależnionych. Mówi się, że to skutki pandemii. Ale czy na pewno tylko pandemii? Co jeszcze złożyło się na ten stan zdrowia psychicznego Polaków?

– Wszystko przez pandemię? Ja się z tym nie zgadzam – mówi Renata Pająkowska-Rożen, psychoterapeutka. – Moim zdaniem pogorszenie kondycji psychicznej Polaków to skutek tego, że większość z nas nie zastanawiała się nad swoim życiem wewnętrznym przed wybuchem pandemii.

Nikt nie pytał nas o to: „jak się masz?”, a nawet my sami siebie o to nie pytaliśmy. „Jak ja się czuję”?

– Ja zaczynam od tego pytania każdą sesje i widzę, że ludzie mają kłopot z odpowiedzią. A zadaję im to pytanie za każdym razem, po to by modelować takie zachowanie, by przyzwyczaili się myśleć o tym, jak się czują – mówi Pająkowska-Rożen.

Do czasu pandemii wielu ludzi uciekało od niepozałatwianych spraw z – samym sobą, a także z partnerami, rodziną, przyjaciółmi, dziećmi. Byliśmy wciąż czymś zajęci i nie spędzaliśmy z bliskimi zbyt wiele czasu. Nawet wolne dni szczelnie planowaliśmy: co, gdzie, kiedy i jak? Byle nie mieć czasu na autorefleksję.

Pandemia spowodowała, że ta strategia stała się niemożliwa, a więc konflikty wewnętrzne i problemy w relacjach wyszły na powierzchnię. co już było ogromnym obciążeniem. Tymczasem do niego dołączyły sytuacje pandemiczne, same w sobie emocjonalnie trudne, jak: izolacja, niepewność co do tego, co będzie, zmiany w pracy, zmniejszenie dochodów, a potem choroba czy nawet śmierć bliskich.

– Mam pacjentów, którzy przy tym całym obciążeniu nie unieśli już straty ojca czy brata, z którymi przez dziesięć lat nie wyjaśnili jakiejś ważnej sprawy, czy po prostu nie mieli czasu porozmawiać – mówi Pająkowska-Rożen. – A nie mogli się z nimi nawet pożegnać, bo szpitale pozamykane…

Pandemia zwraca nam uwagę na to, że nie możemy zostawiać niezałatwionych spraw, niedomówień, odkładać konfliktów wewnętrznych i tych z ludźmi na później. A wielu z nas nie stara się dokańczać, domykać spraw z przeszłości. Tymczasem bez tego nosimy je jak niepotrzebny bagaż. A wtedy każdy dodatkowy stres (ciężar psychiczny) może się okazać ponad nasze siły.

Czego nam potrzeba?

Większość ludzi, którzy teraz mają kłopoty ze zdrowiem psychicznym, nie zajmowało się swoimi emocjami, nie miało z nimi kontaktu, nie wiedziało co czują i dlaczego? Nie interesowali się także dobrostanem partnera czy dzieci, dbali tylko o stronę materialną życia – racjonalizując to brakiem czasu i koniecznościami bytowymi.

– A więc nie zdobyli podstawowej wiedzy o sobie o swoich emocjach i o emocjach bliskich im ludzi. Dlatego kiedy wzrosło obciążenie stresem wywołane pandemią, przestali sobie radzić – mówi Pająkowska-Rożen. – Nie wiedzą, co się z nimi dzieje: skąd te ataki paniki, rozpacz, albo wściekłość.

No i teraz muszą szukać pomocy na cito! Tymczasem terminy wizyt u psychoterapeutów czy psychiatrów bywają naprawdę odległe. Bo liczba potrzebujących pomocy z tego właśnie powodu, że do tej pory lekceważyliśmy nasze emocje, wzrosła.

Jaka pomoc jest tym ludziom potrzebna? Niektórzy potrzebują terapii długoterminowej, bo konieczne jest sięgnięcie do dzieciństwa, aby im pomóc rozwiązać jakiś dawny konflikt wewnętrzny, rozmontować emocjonalny schemat (skrypt) postępowania lub myślenia wyniesiony z domu rodzinnego czy pokonać bardzo starą traumę. Ale przychodzą także tacy, którzy nie mają podstawowej wiedzy na temat życie emocjonalnego, nie dają sobie prawa do przeżywania wielu uczuć, uciekają przed nimi, nie umieją ich nazwać, a co dopiero zdrowo wyrazić i przeżyć. Dlatego nie radzą sobie z nimi.

Pandemia pokazała nam, że potrzebna jest nam wiedza o tym, czym są emocje, potrzebna jest nam umiejętność ich rozpoznawania i nazywania oraz znajomość sposobów na ich zdrowe przeżywanie i wyrażanie.

– Ci, którzy do tej pory odcinali się od uczuć, zaprzeczali ich znaczeniu, wszystko w swoim życiu starali się opierać na racjonalnym umyśle i sile woli, przychodzą teraz do psychoterapeuty i mówią: „proszę mi powiedzieć, co się ze mną dzieje? Codziennie ćwiczę, biegam, jestem na diecie, a więc dlaczego tak mi źle?” – mówi Pająkowska-Rożen. – Wyjaśniam im wówczas, że to nie wszystko, czego człowiek potrzebuje dla swojego dobrostanu psychicznego. Terapia jest wtedy rodzajem psychoedukacji dostosowanej do konkretnej sytuacji.

Psychoedukacja:

Dla zdrowia psychicznego jest nam potrzebne:

– systematyczne bycie w kontakcie ze sobą,
– umiejętność nazywania emocji,
– umiejętność zdrowego wyrażania emocji.

– To zaskakujące, ale ludzie nie wierzą, że są istotami psychosomatycznymi – mówi Pająkowska-Rożen. – A więc, że nasze ciało i emocje są połączone. Nie jesteśmy tylko mózgiem i kompetencjami zawodowymi. Jesteśmy tym, co wydarzyło się w przeszłości i tym, jak czujemy się teraz.

– Jestem tym, co zjadłam.
– Jestem tym, o czym myślałam.
– Jestem tym, ile kroków dziś zrobiłam.

– Ludzie nie wiedzą, że o zdrowie psychiczne trzeba dbać cały czas, codziennie – dodaje Pająkowska-Rożen. – Przychodzą więc do mnie liderzy i mówią: „Proszę pani, ja o swoje zdrowie psychiczne zadbałem, byłem na terapii przez trzy lata, wszystko przerobiłem, jestem silną osobą. No więc, co się teraz ze mną dzieje, że wylądowałem u psychiatry i dostałem leki?!”.

Wyjaśniam im wtedy, że z dbaniem o kondycję psychiczną, jest tak samo, jak z dbaniem o kondycję fizyczną. Trzeba codziennie poświęcać jej czas. Najwięcej w weekendy. Dlatego dobrze, jeśli psychiatra powie im: „proszę iść także do psychoterapeuty”, a nie poprzestanie na farmakoterapii. A to z wielu powodów o których już pisaliśmy, jak np. świadomość własnych uczuć, którą mogą zyskać właśnie na sesjach.

Ale też dlatego, że część z tych emocji, których doświadczamy dzisiaj, wcale nie musi być związana z tą konkretną sytuacją. Często jest tak, że w tej konkretnej sytuacji uruchamiają się w nas emocje z przeszłości i one nas dosłownie zalewają. Tracimy wówczas racjonalny ogląd rzeczywistości, ogromnie cierpimy, ale też ranimy innych.

W takiej sytuacji konieczna jest psychoterapia po to, byśmy mogli zobaczyć, co to za emocje, z jakim traumatycznym wydarzeniem są związane? Cofając się do tamtego czasu i sytuacji, możemy je pozbawić siły niszczącej nasze dzisiejsze życie.

ABC zdrowia psychicznego:

Doświadczaj emocji, bądź z nimi, spróbuj nazwać. Jeśli odkryjesz, że jesteś smutna, to pobądź w tym smutku. Nie uciekaj przed nim. Nie włączaj romantycznej komedii i nie sięgaj po lody i Prosecco. Najpierw pomyśl przez chwilę: dlaczego jestem smutna? Z jakiego powodu? Warto się dowiedzieć. To jedyny sposób, aby sięgnąć do źródła problemu.

Droga na skróty

Alkohol, pigułka, lody, seks? Poczujesz się lepiej, ale nie rozwiążesz problemu. Możesz nawet mieć ich więcej. Kiedy wpadniesz w uzależnienie, coraz częściej regulując emocje alkoholem, lekami, lodami czy narkotykami albo seksem. A uzależnienie to nie tylko konieczność wypicia czy zażycia takiej lub innej substancji czy zrobienia tego czy tamtego, to wraz z rozwojem nałogu obsesyjne myśli, lęki, rozpacz, pustka i samotność. Lekarstwo staje się gorsze od choroby. A więc szukajmy innego sposobu na nasze smutki czy lęki. Zdrowego sposobu.

To że się odetniemy od smutku, nie sprawi, że on zniknie. Zachowujemy się wtedy jak małe dziecko, które zakrywa oczy i myśli, że jak ono nikogo nie widzi, to też nikt nie widzi jego – mówi Pająkowska-Rożen.

No ale my je nadal widzimy! Tak samo, nie pozbędziemy się rozpaczy, lęku czy złości, zamykając na nie oczy. Osiągniemy wtedy efekt kumulacji, który może się zakończyć eksplozją. Nie będziemy już w stanie kontrolować zgromadzonych emocji i możemy stać się agresywni, wpaść w depresję albo nawet porwać się na próbę samobójczą.

Liderzy w połowie za linią

Badacze zwrócili uwagę, że zwłaszcza liderzy są w słabej kondycji psychicznej, przyznają, że mają kłopot z panowaniem nad emocjami (46%). Co piąty myśli o zmianie pracy z powodu przeciążenia. 50% ma problemy ze snem. A jednocześnie także połowa nie stosuje żadnych technik radzenia sobie ze stresem (za: Human Power).

– Żadnych technik? No to co oni z tym stresem robią? – zastanawia się Renata Pająkowska-Rożen. – Często idą na skróty, sięgając po używki albo leki. Może się wydawać, że stosowanie używek jest najgorszym wyborem, ale także pójście do lekarza internisty, który zapisze lek na emocje, a my na tym poprzestaniemy, to także nie jest rozwiązanie. Aby je znaleźć, trzeba odkryć przyczynę złego samopoczucia.
– Stan zdrowia Polaków dziś jest dla mnie dowodem, że nie umiemy sobie radzić w sytuacjach stresowych – mówi Pająkowska-Rożen.

Psychoedukacja:

Dbanie o siebie, radzenie sobie ze stresem:

– ćwiczenia oddechowe,
– medytacja.

Czyli wystarczy usiąść w ciszy i posiedzieć spokojnie przez 10 min. Zamknąć oczy i pooddychać głęboko. Nie trzeba być mistrzem Zen, aby korzystać z tej metody. Warto robić to kilka razy dziennie.

Kiedy iść do psychiatry?

Kiedy następuje pogorszenie stanu emocjonalnego, pojawiają się przewlekłe problemy ze snem, z jedzeniem, kiedy wpadamy w ataki paniki, nie mamy siły wstać z łóżka, leżymy w nim całymi dniami. No i wtedy gdy kompletnie przestaje nas interesować coś, co było naszą pasją!
– Ważne, aby osoba, która doświadcza takich stanów, skontaktowała się z lekarzem, bo wtedy trzeba zrobić podstawowe badania – mówi Renata Pająkowska-Rożen. – Najczęściej zaburzenia emocjonalne są sprzężone z chorobami układu wegetatywnego i autoimmunologicznego, dlatego trzeba leczyć się holistycznie, czyli i ciało, i psychikę.

Dlaczego leki to za mało?

Jeśli straciłaś pracę i nie masz na życie, a ta sytuacja cię przeraża, leki mogą pomóc ci znaleźć w sobie odwagę, żeby poszukać pracy. Jeśli masz obniżony nastrój, lub depresję, to kiedy weźmiesz leki, nastrój ci się poprawi. Ale farmakoterapia odcina od źródła tego, dlaczego się źle czujesz. Tymczasem odpowiedź na pytanie dlaczego to droga do odzyskania dobrostanu.

A więc ważne pytanie, które zada ci psychoterapeuta, brzmi: „czy masz depresję tylko dlatego, że cię zwolniono z pracy? Czy może dlatego, że źle cię potraktowano? A może masz tę depresję, bo zwolniono cię z pracy, nie patrząc na twoją sytuację i nie patrząc na to, jak dużo wkładasz w nią energii i zaangażowania?”.

– A jeśli chodzi właśnie o to, jak cię potraktowano, to wtedy warto wrócić do takiego czasu i miejsca, w którym czułaś się podobnie potraktowana? Często jest tymczasem dzieciństwo i to, jak postępowali wobec nas rodzice. Może nie czułaś się dla nich ważna? Może nie brali pod uwagę tego, jak się starasz? – mówi Pająkowska-Rożen.

– Takie nadal wpływające na nas emocje z przeszłości warto załatwić na psychoterapii. Leki mogą dać na nią przestrzeń. Sprawić, że się nie będziesz bała dotknąć trudnych i bolesnych spraw. Zwłaszcza, że zrobisz to bezpiecznie w gabinecie psychoterapeuty, gdy poczujesz, że jest między wami zaufanie.

Psychoterapia może też pomóc nabrać nowej rutyny, jeśli chodzi o myślenie, postępowanie wobec swoich emocji, styl życia, itp.

Dam sobie radę

„Nie mam czasu na psychoterapię. Muszę pracować”. „Trzeba się wziąć w garść, a nie grzebać wciąż w przeszłości” – tak mówi jedna grupa ludzi. Oni na psychoterapię nie pójdą, dopóki ich system obronny odcinania się od emocji działa. Oni emocjami się nie zajmą, dopóki emocje nie zajmą się nimi, np. poprzez ataki paniki, złości czy depresję.

Ale są też ludzie, którzy zalewani są emocjami i na to sobie pozwalają. A co najistotniejsze oni także nic z tymi emocjami nie robią. Wydawać by się mogło, że wciąż zastanawiają się nad tym, jak się czują, pozwalają sobie na mówienie o tym, a nawet na płacz i rozpacz czy złość! Ale to tylko pozornie zdrowe podejście. To, że ulegają emocjom, nie jest dobrą strategią ani dla nich, ani dla ich bliskich.

Zdrowy, świadomy siebie człowiek wie, co czuje, potrafi emocje nazwać, doświadczyć ich, a też przeżyć i wyrazić, nie raniąc innych ani nie ulegając im ślepo. A więc potrafi powiedzieć: „wydałeś duże sumy, bez konsultacji ze mną. Czuję złość i niepokój z tego powodu, dla mnie ważne jest to, abyśmy razem planowali takie znaczące wydatki, to mi daje poczucie bezpieczeństwa, proszę, abyś następnym razem ustalał to ze mną”.

Mówi o tym co się wydarzyło i co z tego powodu czuje, mówi też o swoich oczekiwaniach. Jasno i spokojnie. Trzyma się faktów i swoich uczuć, ale im nie ulega, krzycząc, płacząc czy obrażając partnera. Zostawia sobie i drugiemu człowiekowi przestrzeń na własne doświadczanie tej sytuacji.

Pacjent covidowy

– Jesienią ubiegłego roku zgłosił się do mnie czterdziestokilkulatek, bo jak powiedział, dwukrotnie stracił pracę, ale wtedy sobie sam poradził, spadł na cztery łapy. Jednak teraz, kiedy pojawiła się pandemia (zamknięcie, izolacja, itp.) wpadł w panikę, że jeśli to się znów stanie, trzeci raz straci pracę, to sam sobie z tym nie da rady. Może się załamać – mówi Pająkowska-Rożen. – Zaczął nawet mieć konkretne lęki, a nawet ataki paniki. Poszedł więc do psychiatry, który polecił mu także psychoterapię.

No i po ponad pół roku pracy na terapii powiedział: – Ja się nawet cieszę, że ta pandemia się pojawiła, bo ja poszedłem do psychiatry, jestem na psychoterapii i tak dużo wiem teraz o sobie, że jakbym miał jakieś problemy, to już będę wiedział, co robić. Do tej pory nie rozumiałem, co się ze mną działo, kiedy miałem jakieś trudności, a teraz już wiem…

Ten mężczyzna odkrył podczas psychoterapii swoje zasoby, tzw. miękkie kompetencje, o których wiedział, że je ma – był liderem i bywał na różnych szkoleniach – ale tych swoich umiejętności nie doceniał. Ba! Nie doceniał siebie. Mówił: – Co z tego, że ja słucham swoich pracowników? Co z tego, że mam wobec nich empatię? Co z tego, że wiem, co dzieje się w zespole?

Dlaczego to było nieważne? Czemu mimo wysokich kompetencji i dużych zasobów miał taki lęk przed utratą pracy? Podczas terapii konieczne okazało się wrócenie do dzieciństwa i zobaczenie, jakie przekonania na temat życia i siebie wyniósł z rodzinnego domu i czy to nie przeszkadza mu w życiu pełnią swoich możliwości i chęci?

Rodzice nauczyli go, że: „my to się nie wychylamy, my nic nie robimy, bo to inni wyjeżdżają za granicę, inni mają sukces, my tylko do pracy i z powrotem. Żeby się nie wyróżniać”.

A więc on robił karierę w różnych firmach, ale bez przekonania, bo zawsze go ta matryca rodzinna hamowała, żeby się jednak nie wspiąć zbyt wysoko, nie rzucać za bardzo w oczy. Teraz jest bardziej stabilny emocjonalnie, bo wie kim jest i jakie ma zasoby oraz możliwości. Cóż, dzięki… pandemii.

BADANIA

42% badanych w lutym 2021 roku przyznało, że czuje się gorzej niż przed pandemią. Ludzie skarżyli się na doświadczenie dyskomfortu podczas izolacji, na obniżenie nastroju, niepokój (36%) czy lęk (37%), które towarzyszyły im przez cały czas. Przyznawali się także do: zaburzeń snu (48%), (za Puls medycyny, luty 2021). Z innych badań wynika, że aż 80% badanych w okresie pandemicznym doświadczyło lęku. 40% stwierdziło, że czuje się psychicznie gorzej niż przed pandemią.

Renata Pająkowska-Rożen – kulturoznawca, psycholog, psychoterapeuta.
Specjalizuje się w terapii depresji i stanów zaburzeń nastroju, w zaburzeniach lękowych, sytuacjach mobbingu i wypalenia zawodowego. Zajmuje się szerokim spektrum problemów występujących w życiu osobistym oraz zawodowym, zwłaszcza pracowników korporacji. Pracuje z osobami LGBT. W pracy terapeutycznej skupia się na oswajaniu procesu zmiany.

piątek, 23 lipca

Zdrowie psychiczne mężczyzny w miejscu pracy. Dlaczego mężczyźni boją się o tym mówić?

Choć postrzeganie ról płciowych przechodzi dzisiaj rewolucję, a określenie macho powoli odchodzi do lamusa, to jednak wokół kobiecości i męskości wciąż krąży wiele mitów i stereotypów. Jednym z nich, bodajże najpopularniejszym, jest ten, że „chłopaki nie płaczą”.

Zdanie to jak mantra wybrzmiewa w uszach wielu mężczyzn, a za nim prosty przekaz: mężczyźnie nie wolno okazywać swoich uczuć, mężczyzna musi być twardy i potrafić przyjąć ciosy z godnością. Kiedy emocje wymykają mu się spod kontroli, oznacza to, że automatycznie postrzega się go jako niemęskiego, niezaradnego, a wręcz słabeusza. Mężczyźni od dziecka przyznając się do lęku, smutku, słabości czy wrażliwości narażają się na ostracyzm i szyderstwo. Chłopcy będący bardziej wrażliwymi borykają się z pouczeniami i zachętami do postawy bardziej „męskiej”, czyli skamieniałej.

Skamieniały mężczyzna to mężczyzna, który już jako mały brzdąc uczony był, że okazywanie słabości jest aktem zarezerwowanym dla kobiet, niewłaściwym i żałosnym. Postawę taką przekazują synowi tradycyjni rodzice, głównie ojcowie. Czasem w formie dawania rad i lekcji, ale zwykle własną, podobnie niewzruszoną postawą. Młodzi chłopcy uczą się własnej męskości przeważnie poprzez naśladowanie postaw swoich ojców i obserwowanie, jak matka reaguje na męskość swojego męża. Dlatego delikatny i subtelny ojciec będący obiektem drwin swojej silnej żony w chłopcu wzbudzać może raczej niepewność i niechęć do identyfikacji z tak osłabionym obiektem.

W pułapce męskich emocji

Jedyną emocją, która w macho-świecie „uchodzi”, jest złość. Złość, jako że należy do uczuć silnie pobudzających, energetycznych, będących nierzadko motorem do działania, jest społecznie akceptowana i rozumiana jako przejaw męskości. Można rzec, że złość jest męska, bo choć to uczucie niebezpieczne, to jednak dopuszczalne do przeżywania przez mężczyzn, nie będące obiektem żartów czy powodem do zdewaluowania czyjejś męskości. Dlatego mężczyźni, odczuwając w sobie przykre napięcia różnego pochodzenia, manifestują je zwykle złością, nawet jeśli rozbrzmiewają w nich uczucia kompletnie innego rodzaju, jak smutek czy lęk.

Smutek i lęk to emocje, które spotykają tak samo kobiety, jak i mężczyzn, nierzadko w natężeniu, które rujnuje ich zdrowie psychiczne. Według badań jednak zdecydowana większość osób, które popełnia samobójstwo na skutek depresji i bólu egzystencjalnego, to mężczyźni.

Dzieje się tak dlatego, że mężczyźni swoje cierpienie przeżywają wewnętrznie, po cichu i w osamotnieniu. Są skorzy, by zaszywać się w jaskiniach, albo całkowicie odcinać od cierpienia. Stąd wśród mężczyzn jest znacznie więcej osób uzależnionych – uzależnienia bowiem pozwalają na całkowite odcięcie się od swoich osobistych wrażeń, których mężczyzna nie potrafi w sobie pomieścić, no bo nikt go nigdy tego nie nauczył.

W socjalizacji dziewczynek dużą rolę odgrywa zachęta do dzielenia się. Dziewczynki uczone są, by się dzielić, wspierać, przytulać, by okazywać sobie czułość. Ich delikatność i wrażliwość spotyka się z uważnością innych dorosłych i dzieci. Wrażliwa dziewczynka raczej nie jest wykpiwana, a wspierana. Wśród tradycyjnie wychowujących dorosłych zwykle jest zgoda na miękkie uczucia u dziewcząt i brak zgody na manifestację przez nie złości.

Zupełnie odwrotnie niż u chłopców. Takie przekazy dudnią chłopcom i dziewczynkom w głowach przez lata, co jak można zauważyć, nawet dzisiaj sprowadza się do tego, że kobiety pozwalają na forsowanie swoich granic (bo czują, że nie wolno im się zdenerwować), a mężczyźni zamieniają się w skamieniałych, okazując uczucia raczej szczątkowo.

Mężczyzna kontra terapia

Pracownik, będący mężczyzną wychowanym w stereotypowym środowisku, ze wszystkich sił będzie starał się wykonywać powierzone mu zadania i negować w sobie „słabości”, jak smutek, przygnębienie, panikę, czy nawet fizyczne zmęczenie. Bez względu na wykonywany zawód w pracy nie będzie wyobrażał sobie, by przyjąć i zaakceptować cały arsenał uczuć, jakie wywołuje robienie kariery. Do utraty tchu będzie wypierać z siebie miękkie uczucia, a kiedy przestaje to być możliwe, może sięgać po używki, czy podejmować zachowania ryzykowne, żeby wprowadzić się w stan odrętwienia, a tym samym odizolowania od przykrości.

Poprosić o pomoc i wsparcie? Mimo że w dzisiejszych czasach dostęp do różnorakich form terapii jest nieograniczony, wciąż przytłaczającą większością osób korzystającą z fachowej pomocy są kobiety. Mężczyźni dużo rzadziej zgłaszają się po poradę, mając poczucie, że powinni sami radzić sobie z problemami i że oni sami wiedzą najlepiej, jak sobie pomóc.

Skamieniała postawa, pełna obojętności to zwykle tylko reakcja upozorowana służąca temu, by nie dać po sobie poznać zranienia i skrzywdzenia. Doświadczanie tych uczuć bowiem oraz konfrontowanie się z nimi wprowadza mężczyznę w poczucie wstydu i upokorzenia. A wstyd jest emocją nieznośną dla większości mężczyzn. Do tego stopnia nieakceptowalną, że czasem niemalże niemożliwe wydaje się przełamanie go i wyciągnięcie ręki po wsparcie.

Co można realnie zrobić?

Pracodawcy i przełożeni mają na szczęście szeroki wachlarz możliwości wspierania mężczyzn dotkniętych kryzysami psychicznymi. Istotna wydaje się być tu psychoedukacja dotycząca tematów zdrowia psychicznego, takich jak pracoholizm, wypalenie zawodowe, depresja, zaburzenia lękowe, OCD.

Webinary i spotkania ze specjalistami to jednak za mało. Kluczowa jest z pewnością włączająca postawa, nienegująca męskiej perspektywy w omawianiu problemów zdrowia psychicznego. Na przykład kiedy odbywa się warsztat w pracy dotyczący depresji, powinno się akcentować jej specyficzne, męskie oblicze. Podobnie mówiąc np. o wysokiej wrażliwości czy prokrastynacji.

Normalizowanie tematu męskiego zdrowia psychicznego i nadawanie mu wartości jest zbawienną praktyką, niezbędną, by mężczyźni poczuli w sobie otwartość do sięgnięcia po fachową pomoc. To ważne, by przekazywać pracownikom wszystkich szczebli, że mają prawo do swoich uczuć i swoich reakcji, czyli mają prawo nie mieć siły, być wypalonymi, nie mieć dobrego nastroju, być przytłoczonymi, martwić się, że te uczucia są naturalne, normalne i można sobie z nimi skutecznie radzić.

Badania wskazują, że mężczyźni w przeciwieństwie do kobiet dobrze reagują na wskazywanie im, „jak radzą sobie inni”. Ten typ narracji warto zatem stosować, wdrażając tematy psychoedukacyjne dedykowane mężczyznom.

wtorek, 20 lipca

Czym jest dobrostan psychiczny?

Dobrostanu szuka każdy, ale też dla każdego z nas ma on różne znaczenie. Ogólny dobrostan to zdrowie, szczęście, dobrobyt, komfort psychiczny, satysfakcja z życia, umiejętność radzenia sobie z emocjami, poczucie sensu, celu czy więzi społecznej. Aby zbudować całościowy dobrostan, wszystkie jego części muszą poprawnie funkcjonować.

Pomyśl o tym w taki sposób: wyobraź sobie, że jesteś w samochodzie. Twój silnik działa świetnie i skrzynia biegów też działa całkiem nieźle, ale masz problem z hamulcami. Nie ma znaczenia, jak dobrze działa silnik; bez hamulców nie będziesz w stanie w pełni korzystać z samochodu.

Tak samo jest z dobrostanem: jeśli odżywiasz się zdrowo, masz świetne kontakty z rodziną i przyjaciółmi, ale nie potrafisz radzić sobie ze stresem w pracy, poziom Twojego ogólnego dobrostanu zostanie zachwiany, a problemy w pracy wpłyną na pozostałe aspekty Twojego życia.

Aktywność fizyczna, odżywianie i zdrowy tryb życia to tematy, o których mówi się od zawsze. Większość z nas wie, jak dbać o zdrowie, czego unikać, a jakie nawyki wdrażać. Przez wiele lat zdrowie psychiczne schodziło na drugi plan, nie traktowaliśmy go jako wystarczająco ważnego zagadnienia, o którym warto mówić głośno i wprost. Najwyższy czas, żeby zdrowie psychiczne przestało być tematem tabu.

Dobrostan psychiczny to nie tylko brak choroby. To przede wszystkim stan, w którym każdy w pełni wykorzystuje swój potencjał, potrafi radzić sobie ze stresem i z codziennymi wyzwaniami, czerpie satysfakcję z pracy i życia osobistego oraz dba o pozytywne relacje z innymi.

Dobrostan fizyczny

Dobrostan fizyczny to zdolność do poprawy funkcjonowania organizmu dzięki zdrowemu trybowi życia i regularnej aktywności. Zdrowie i kondycja fizyczna należą do fundamentów dobrostanu psychicznego. To równowaga w trosce o ciało i umysł poprzez regularne ćwiczenia, odpowiednią dietę czy dobry sen.

Do poprawy samopoczucia fizycznego jest nam potrzebna wiedza na temat zdrowej diety, odpowiednich ćwiczeń i rutyny, abyśmy mogli wdrażać skuteczne strategie w codziennym życiu. Kiedy poprawiamy nasz dobrostan fizyczny, nie tylko czujemy się lepiej, ale także poprawiamy nasze samopoczucie emocjonalne i zapobiegamy chorobom.

Dobrostan psychologiczny

Dobrostan psychologiczny to połączenie dobrego samopoczucia, zarządzania emocjami i efektywnego radzenia sobie z codziennymi wyzwaniami. To sposób, w jaki wykorzystujemy nasz potencjał, mocne strony i zasoby. To umiejętność praktykowania technik radzenia sobie ze stresem i relaksacji, bycia odpornym i generowania dobrych emocji.

Rozwijanie tego obszaru to przepis na dobre, satysfakcjonujące życie. Aby osiągnąć wysoki poziom dobrostanu psychologicznego, należy rozwijać umiejętności emocjonalne, np. pozytywne nastawienie, kontrolowanie emocji czy uważność. Są nam one potrzebne, aby radzić sobie w różnorodnych, trudnych sytuacjach, które napotykamy w naszym życiu. Dzięki nim będziemy mogli lepiej radzić sobie ze stresem i emocjami w obliczu wyzwań i szybciej godzić się z rozczarowaniami. A dzięki temu możemy bardziej cieszyć się życiem, być szczęśliwsi i skuteczniej realizować swoje cele.

Dobrostan psychiczny w pracy

Praca, obowiązki zawodowe, sposób, w jaki stawiasz sobie cele i je realizujesz, nastawienie, motywacja i relacje ze współpracownikami mają ogromny wpływ na Twój dobrostan. I odwrotnie – Twój dobrostan oddziałuje na to, jak pracujesz, jak radzisz sobie z wyzwaniami oraz wpływa na Twoją efektywność i produktywność. Z tego względu, że spędzamy dużo czasu w pracy, budowanie dobrego samopoczucia zawodowego ma duży wpływ na nasz ogólny dobrostan.

W pracy można być szczęśliwym, zaangażowanym i spełnionym. To zdolność do realizowania swoich zainteresowań, wartości i celu życiowego pomoże Ci odnaleźć sens i szczęście oraz wzbogacić zawodowo.

Aby dobrze czuć się w miejscu pracy, musimy budować umiejętności, które pomogą nam realizować to, co naprawdę jest dla nas ważne. Może to obejmować zarówno rozwijanie umiejętności zawodowych, które pomagają nam osiągać cele życiowe, jak i postępowanie zgodnie z naszymi wartościami i utrzymywanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Umiejętności te pozwalają nam bardziej cieszyć się pracą, pomagając zachować koncentrację, motywację i odnosić sukcesy zawodowe.

Dobrostan społeczny

Dobrostan społeczny obejmuje wszystkie otaczające Cię społeczności. Jakość Twoich relacji z rodziną, bliskimi, współpracownikami czy lokalną społecznością ma niezwykle istotny wpływ na Twój komfort psychiczny i satysfakcję z życia.

Dobrostan społeczny to umiejętność komunikowania się, rozwijania relacji z innymi i utrzymywania sieci wsparcia, która pomaga nam przezwyciężyć samotność. To zdolność do aktywnego uczestnictwa w społeczności, kulturze i środowisku.

Aby rozwijać dobrostan społeczny, musimy rozwijać umiejętności, takie jak wdzięczność, życzliwość i komunikacja. Kiedy rozwiniemy nasz dobrostan społeczny, poczujemy się silniej związani z innymi.

Musimy nauczyć się wspierać środowisko, które nas otacza, budować silniejsze społeczności lokalne i pielęgnować kulturę współczucia, uczciwości i życzliwości. Kiedy dbamy o dobrobyt społeczny, czujemy się częścią czegoś większego niż tylko my sami i żyjemy szczęśliwie.

Pamiętaj, że zbudowanie nowego zestawu umiejętności związanych z dobrostanem wymaga czasu i wysiłku. Ważne jest, aby podejść do celów realistycznie. Nierealistyczne oczekiwania mogą doprowadzić do poddania się przed osiągnięciem zamierzonych celów. Każdego dnia podejmuj małe kroki, które z czasem doprowadzą do znacznych ulepszeń.

Nastaw się na długofalową pracę – im dłużej pracujesz nad wzmocnieniem dobrostanu, tym łatwiej będzie Ci stać się odpornym/-ą, a im większa motywacja do rozwijania umiejętności dobrego samopoczucia, tym większy wpływ na Twój dobrostan.

piątek, 16 lipca

Coaching czy psychoterapia, co wybrać?

Problemy w pracy? Zazwyczaj rozwiążemy je dzięki pomocy coacha. Bywa jednak, że nie obejdzie się bez pracy z psychoterapeutą. Kiedy szukać pomocy trenera biznesowego, a kiedy specjalisty od emocji? – wyjaśnia Iwona Firmany, coach i psychoterapeutka.

Wyobraź sobie dom. Schodzisz do piwnicy, przyglądasz się fundamentom. Zastanawiasz się nad systemem, jakim ten budynek został zbudowany. Potem przez okno patrzysz na otoczenie. A teraz pomyśl, że to ty jesteś tym domem. Podczas psychoterapii poznajesz siebie, tak jak poznaje się dom. A wtedy, jeśli jest taka potrzeba, możesz zacząć remont generalny.

Proces psychoterapii można opisać jako budowanie świadomości siebie – mówi Iwona Firmanty. – Kim jestem? Jaka jestem? Dlaczego właśnie tak reaguję na określone sytuacje? Co muszę o sobie wiedzieć, co zrozumieć, z czym się pożegnać, do czego przyznać, aby móc odczuwać i reagować na te sytuacje inaczej?

Jeszcze raz wyobraź sobie dom. Ale tym razem przyglądasz mu się z zewnątrz. Jaki jest? Co chciałabym z nim zrobić dziś? A co jutro? Proces coachingu właśnie na tym polega: patrzysz na to, co masz i co z tym chcesz zrobić i jak możesz to, co masz, najlepiej wykorzystać – wyjaśnia Iwona Firmanty. – Nie szykujesz się do remontu, myślisz tylko o odświeżeniu elewacji.

Kiedy problemem jest krytyka szefa

Kryteria oceny naszej pracy bywają subiektywne. Dlatego bywa, że pracownik przyjmuje uwagi szefa jako rodzaj mobbingu. Jeśli przyjdzie do coacha, to w takiej sytuacji sesja zacznie się od omówienia sytuacji. Rozmowy z klientem o tym, jak interpretuje to, co się dzieje między nim i szefem? Co może, chciałby z tym zrobić dziś, a co jutro? Jakie wnioski może wyciągnąć z tego, co usłyszał? Czy szef rozmawia z nim na bazie faktów, opinii, czy uczuć?

– Zadaję wtedy klientowi pytania otwarte – mówi Firmanty. – Jak rozumiesz swój proces emocjonalny, który powstał w sytuacji konfrontacji z krytyką swojej pracy? Jak chcesz zarządzić tą sytuacją? Potem wspólnie budujemy plan działania. Zazwyczaj ten plan powoduje, że ludzie są pewni siebie, przekonani, że jak następnym razem zostaną skrytykowani, to sobie poradzą. Przyjmują postawę pewności siebie, „na koguta”: prostują się, uśmiechają i są pewni, że powiedzą szefowi: – Bardzo dziękuję za te sugestie. Zastanowię się, w jaki sposób dopracować ten projekt tak, aby nasza firma odniosła dzięki niemu sukces.

To jest podejście coachingowe i ono może wystarczyć. Ale jeśli sytuacja z szefem się powtarza, a pracownik nie daje rady postąpić tak, jak się nauczył, a więc gdy sytuacja konfrontacji z krytyką rozbija go emocjonalnie, uczucia go zalewają i nie daje rady. Potrzebna jest pomoc psychoterapeuty.

Potrzebna psychoterapia

Psycholog może pomóc zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Możliwości jest wiele. Na przykład podczas sesji w gabinecie psychoterapeuty klient przypomina sobie ciocię Basię, siostrę matki, która go ośmieszała przed rodziną, drwiła, gdy był małym chłopcem i potem gdy dorastał.

Psycholog pomaga klientowi zrozumieć, co wtedy czuł i te emocje odreagować (wstyd, upokorzenie, odrzucenie, lęk itp.). A jest to kluczowe, gdyż zapewne te uczucia z przeszłości zalewają go, gdy znajdzie się w podobnej sytuacji, np. konfrontacji z krytyką swojej pracy. Psycholog pomaga także zrozumieć, dlaczego ciocia Basia tak okrutnie wobec niego postępowała. Może rywalizowała ze swoją siostrą o to, która z nich ma mądrzejsze dzieci? Psychoterapeuta zastanawia się wspólnie z klientem, jaka jest geneza zachowań Basi. Robi to po to, żeby klient zobaczył, że to nie jego wina, że doświadczył tego upokorzenia. „Baśka po prostu była wredna!”.

Proces psychoterapii to:
– zrozumienie skąd płyną emocje, które przeszkadzają nam działać profesjonalnie,
– odreagowanie tych emocji.

Ale także:
– wybaczenie „wrednej Baśce”.
Wszystko to bywa konieczne po to, by pracownik mógł reagować na uwagi szefa bez bolesnych reminiscencji z dzieciństwa. Profesjonalnie, rzeczowo.

Coaching bywa skuteczny i daje szybkie efekty – mówi Firmanty. – Jest jak instrukcja obsługi oparta na kompetencjach zawodowych klienta. Psychoterapia zmienia wewnętrzny świat klienta, daje głębsze i trwalsze efekty.

W coachingu dom jest cały!

– Kiedy pracuję jako coach, nie interesuje mnie, co stało się w tym domu, jakie dramaty, dlaczego w ścianie frontowej jest dziura, a komin się zawalił? – mówi Firmanty. – Czyli nie pytam, co spotkało mojego klienta, jakie przeżył traumy. Jest dla mnie całością. Dlatego wielu ludzi lubi coaching, bo nie muszą robić tego, co nazywają „grzebaniem się w przeszłości”, czyli przypominać sobie to, czego nie chcą pamiętać. Tego co wyparli. Jeśli jednak podczas procesu pracy nad celem, do którego klient chce dojść, widzę, że zawiesza się on na jakimś problemie, nie może zmienić dysfunkcyjnej reakcji czy zachowania, wciąż powtarza ten sam błąd, mówię: szoruj do psychoterapeuty. Czyli w moim wypadku informuję klienta, że możemy pracować dalej, ale teraz z użyciem metod psychoterapeutycznych.

Spacer z psem, a sukces korporacyjny

Prawniczka. Harowała jak wół, miała dość i chciała, żeby coach pomógł jej wychodzić z pracy o 19. a nie o 22. Po sesji poczuła w sobie moc, wiedziała, jak to zrobić, jak powiedzieć szefowej, że wychodzi przed nocą! Cieszyła się, że po powrocie do domu pójdzie z psem na spacer, posłucha muzyki!

– No i wróciła na sesję zawstydzona – mówi Firmanty. – Bo się jej to nie udało. O 18. przełożona do niej przyszła i zażądała jakiejś dodatkowej pracy, a moja klientka nie była w stanie powiedzieć „nie”.

Potrzebna okazała się pomoc psychoterapeutyczna, aby mogła ten próg pokonać, bo jak się okazało, ona też miała swoją „Basieńkę”.

Pani prawnik, jak się okazało podczas sesji psychoterapii, była DDA, czyli dorosłym dzieckiem alkoholika. A więc kimś, kto w dzieciństwie przeszedł swoisty trening przetrwania w nieprzewidywalnym i pełnym zagrożeń świecie. Dziecko w dysfunkcyjnym domu boi się rodziców, nie znajduje w relacji z nimi poczucia bezpieczeństwa i akceptacji. Rosnąc w takim środowisku domowym, buduje swoje poczucie wartości i bezpieczeństwa na byciu rodzinnym bohaterem. A więc pani prawnik jako dziewczynka miała najlepsze stopnie w szkole, bez szemrania zajmowała się domem, rodzicami, rodzeństwem, bo tylko wtedy, kiedy rodzice byli z niej dumni, okazywali jej miłość. A ona czuła się bezpieczna i cokolwiek warta.

Taką samą strategię stosowała przez całe późniejsze życie, także w pracy. A więc swoje poczucie wartości i bezpieczeństwa budowała na zadowoleniu szefowej. Praca nad syndromem DDA, jaką może przeprowadzić psychoterapeuta, okazała się konieczna, aby klienta mogła zatrzymać destrukcyjny dla niej proces budowania swojej ścieżki kariery na dziecięcych urazach. Zwłaszcza że taka motywacja to prosta droga do pracoholizmu, który jest tak samo niebezpieczny dla naszego dobrostanu jak każde inne uzależnienie.

– Coach jest ślepy na to, co działo się w domu i jaki jest klient. Interesuje go tylko, jak ma pomóc mu załatać dziurę w ścianie i odbudować komin – dodaje Firmanty. – Nie zastanawia się, skąd się ta dziura wzięła i w jakich okolicznościach zburzono komin. Coach nie słucha, kiedy klient chce mu opowiadać o złym świecie i okrutnych ludziach, którzy zniszczyli piękno nowego domu, jakim był.

Idź do coacha, jak masz kłopoty w pracy. Jeśli to nie pomoże, bo mimo treningu i zdobycia profesjonalnych narzędzi nadal nie możesz zrobić czegoś ważnego, poszukaj psychoterapeuty. Pomoże ci poszukać przyczyn: razem zajrzycie do piwnic domu i poszukacie informacji o jego historii.

Coach wspiera klienta w urządzaniu domu. To ktoś, kto skupia się na twoich zasobach: dom piętrowy w dobrej dzielnicy.

Psycholog zastanawia się, dlaczego tak się dzieje, że ściana w domu jest dziurawa, a dach przy kominie cieknie.

Psychoterapeuta pomaga przeprowadzić konieczny i skuteczny remont domu.

Pracoholizm korpo ludzi

Pracoholik na coachingu uczy się zasad zarządzania czasem – mówi Firmanty. – Definiowania celów i definiowania zakresu obowiązków. Współpracy jako partner biznesowy ze swoim aktualnym miejscem pracy. Jeśli rozumie, o co coachowi chodzi i zaczyna sobie radzić, to praca z trenerem mu wystarczy.

Jeśli nie, to warto, by zwrócił się do psychoterapeuty po to, by zwrócić się od zasobów ku przeszłości, by odpowiedzieć na pytania:

– dlaczego tak mi się dzieje?
– Skąd się wziął ten mój perfekcjonizm?

Często może on wynikać z socjalizacji w środowisku, w którym klient musiał się wykazać, bo za osiągnięcia miał brawa i nadal tylko za nie mu je biją. Początkiem tego wyścigu po kolejny i kolejny sukces mogli być także krytyczni i oceniający opiekunowie. Ojciec rywalizujący z synem już kiedy ten był dzieckiem. Matka odrzucająca córkę z zazdrości o uwagę i miłość ojca do dziecka. Powodów może być bardzo wiele, dlatego potrzebny jest specjalista, który pomoże nam zrozumieć, komu i co próbujemy udowodnić czy przed czym uciec, spędzając w pracy całe życie, ładując w nią całą swoją uwagę i energię. Zrozumieć, czemu choć odnosimy sukcesy, to wciąż czujemy się niewiele, a nawet nic nie warci.

Problemy korpo ludzi dziś

– Kłopoty natury emocjonalnej dominują dziś wśród problemów, z jakimi się do nas zgłaszają pracownicy i menedżerowie. – mówi Firmanty. – Ludzie nie wiedzą, jak skupić się na własnym życiu. Poradzić sobie z problemami w domu, w pracy, które tak naprawdę wynikają z chaosu emocjonalnego w ich wnętrzu.

A więc podczas sesji coachingowej fokusujemy na:

– zdefiniowaniu kręgów, czyli na ustaleniu: na co mam w swoim życiu wpływ, na co nie mam, a na co mam wpływ, ale tylko pośredni.
– Rewizji aktualnych celów i swojego otoczenia. A więc weryfikacji zasobów wspierających, czyli ludzi, którzy nam biją brawo. A także weryfikacji tych, którzy wampiryzują naszą energię, zamiast zająć się swoimi problemami.

Na sesjach coachingowych pomagamy klientom:

– redefiniować swoje „ja”, czyli cele i potrzeby.
Aby rozwiązać problemy wynikające z emocji podczas sesji coachingowej, ludzie muszą nauczyć się zarządzania emocjami, czyli świadomości, że:
– ja nie jestem emocją, ja tylko doświadczam emocji.
– Emocja, która się pojawia, wymaga, aby ją nazwać i zrozumieć, czyli: zastanowić się, z jakiego powodu przyszła? Co ta emocja chce mi powiedzieć? Jeśli tego się nie zrobi, to może ona przejąć władzę nad nami.

Ścieżka kariery. Job coaching

– Ludzie przychodzą dziś do coacha także z powodu niemożności dalszego realizowania wyznaczonej sobie ścieżki kariery, czyli na job coaching – mówi Formanty.

Powodem bywa np. obcinanie im uposażenie albo zwalnianie z pracy. Pomoc coacha polega wtedy na redefinicji ich ścieżki kariery.

Definiowanie kompetencji to:

– definiowanie zasobów,
– definiowanie tego, co chcą, a czego nie chcą,
– definiowanie na bazie rzeczywistości pandemicznej i post pandemicznej tego, co mogą zrobić inaczej, lepiej.

– Z takiej pracy często wychodzą ważne rzeczy – komentuje Firmanty. – Często klienci przychodzą z poczuciem ściętej głowy, bo ktoś ich nie chciał. A okazuje się, że dzięki temu musieli usiąść na pupie i zrobić robotę, której nie zrobili, kiedy mieli 18 lat. Szli drogą, która wydawała im się najlepszą dla nich, ale ruszyli nią bez refleksji nad tym, kim są i czego pragną, oraz co mogą.

Poczucie obciętej głowy

Menadżer wysokiego szczebla z poczuciem obciętej głowy, wynikającym z tego, że stracił pracę, lub połowę pensji, to częsty klient coacha.

– Pracujemy zazwyczaj nad tym, żeby zrozumiał, że nie jest dzieckiem tej firmy, ani członkiem rodziny tej firmy, ale jest partnerem biznesowym – mówi Iwona Firmanty. – Kimś, kto sprzedawał tej firmie swój czas i swoje kompetencje, i ta firma, a więc jego klient, z jakiegoś powodu zdecydowała, że robi oszczędności i mu dziękuje za pracę lub obcina pensję.

Potem zazwyczaj skupiamy się na tym, aby klient zdefiniował siebie, wzmocnił swój personal branding, zwłaszcza, gdy jest osoba, która nie mówiła dotąd w swoich umiejętnościach, o tym, co wnosiła sobą. Potem pracujemy nad tym, aby klient zdefiniował sobie, co może w tej sytuacji zrobić, a więc:

– co może jeszcze od tej firmy uzyskać,
– jakie powinien zbudować informacje i kanały marketingowe, aby zaczął mówić o tym, jaki wzrost inwestycji wnosił, robiąc swoją robotę,
– pracuje nad swoim wizerunkiem – aktualizujemy profil na LinkedIn, robimy nowe zdjęci, planujemy wizytę u fryzjera. Rozpoczynamy wysyłkę CV.

– Opracowujemy plan A i plan B, czyli co zyskać z tej firmy jeszcze i jakie umiejętności można sprzedać innym firmom.

A psychoterapeuta jest potrzebny, gdy ten menadżer… Kiedy klient przyczepił się do tego miejsca pracy i na siłę chce udowodnić, że jest coś wart i nie chce wejść w pozycję partnera biznesowego, ale przypomina mu się, że swoim rodzicom musiał coś udowadniać. Często zdarza się też, że nie chodzi o rodziców, ale o jakąś niekompetentną nauczycielkę – z jej krytyki wynika jego potrzeba udowadniania swojej wartości. Wtedy szukamy na sesji psychologicznej zasobów i źródeł, które pozwolą mu nie budować swojego poczucie wartość na reakcjach swojego przełożonego.

Bardzo często ludzie przełożonego interpretują JAKO RODZICA. Nieprzyjaznego, wycofanego albo agresywnego, któremu muszą udowodnić swoją wartość. No a wtedy pracujemy holistycznie nad ich rozwojem zawodowym, pokonując traumy z dzieciństwa. To dopiero otwiera przed nimi ścieżkę kariery i satysfakcji ze swoich osiągnięć.

piątek, 9 lipca

Wpływ stresu na efektywność pracownika

Przyspieszona akcja serca, zwiększone napięcie mięśni, pobudzenie emocjonalne, a w konsekwencji problemy z koncentracją uwagi, narastające rozdrażnienie, nierzadko lęk splatający się z agresją. Ten, kto nie doświadczył podobnego zespołu czynników w swoim miejscu pracy, może śmiało nazwać się szczęściarzem.

Zazwyczaj bagatelizujemy te negatywne objawy, nie zdając sobie sprawy, że najprawdopodobniej znajdujemy się w pułapce długotrwałej sytuacji stresowej, wynikającej z wielu zróżnicowanych źródeł (tzw. stresorów) występujących w środowisku pracy. Taka nieodpowiedzialna postawa w pierwszej kolejności prowadzi do spadku efektywności realizowanych przez nas działań oraz do zachowań kontrproduktywnych, a następnie do stopniowego pogorszenia stanu zdrowia, w tym: zaburzeń snu, depresji i nerwic, zaburzeń żołądkowo-jelitowych czy poważnych dolegliwości sercowo-naczyniowych.

Ale czym właściwie jest ten zabójczy stres?

W ciągu ostatniej dekady „stres” stał się obok „depresji” jednym z najczęściej używanych pojęć – kluczy określających traumatyczne, pejoratywne doświadczenia jednostek czy całych grup zawodowych i społecznych. Przez jego nadużywanie w codziennym języku często zapominamy, że stres jest w gruncie rzeczy czynnikiem pozytywnym, który ma zmusić nas do reakcji na różnorakie wymagania i zagrożenia, a w konsekwencji pozwolić je przetrwać.

Dopiero kiedy napotkane wyzwania okażą się dla nas zbyt wygórowane, stres staje się zjawiskiem szkodliwym, wynikającym z rozdźwięku pomiędzy naszymi możliwościami sprostania danemu aspektowi zewnętrznemu a tym aspektem. Właśnie wtedy pojawia się fizyczne, umysłowe oraz emocjonalne napięcie, które z czasem nasila się, uniemożliwiając prawidłowe funkcjonowanie organizmu.

Czym jest stres w środowisku pracy?

Pomimo tych faktów, koncepcji i pojęć stresu używanych do kreowania modeli stresu zawodowego jest mnóstwo. Najpopularniejszą obecnie koncepcją jest tzw. podejście psychologiczne, które uważa stres za dynamiczną interakcję między człowiekiem a środowiskiem pracy oraz określa go jako relację między osobą a otoczeniem, ocenianą przez osobę jako obciążającą jej zasoby i zagrażającą jej dobrostanowi. Tak sformułowana definicja pozwala badać negatywne elementy pojawiające się w relacji człowiek – środowisko pracy, a dokładniej – złożone procesy poznawcze konstytuujące tego typu relację.

Jakie są przyczyny stresu w środowisku pracy?

Według powstających rokrocznie raportów Światowej Organizacji Zdrowia, miejsce pracy jest niezmiennie jednym z najważniejszych źródeł stresu w społeczeństwie. Dodatkowo według wielu badań i raportów w Europie stres lokuje się na drugim miejscu wśród najczęściej sygnalizowanych pracowniczych problemów związanych ze zdrowiem.

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest przede wszystkim wciąż dynamizująca się współczesna rzeczywistość rynkowa, zmuszająca pracodawców do ciągłego zwiększania produkcji dóbr i usług, co skutkuje znaczącym wzrostem oczekiwań wobec pracowników. Stąd pojawiają się liczne emocjonalne napięcia oraz problemy w adaptacji zawodowej.

Dlatego wśród głównych źródeł występowania stresu w środowisku pracy wymienia się:

· Konflikty interpersonalne, czyli złożone oraz obciążające relacje między współpracownikami lub przełożonymi i pracownikami, wynikające zazwyczaj z braku wsparcia kadry pracowniczej przez pracodawcę. Wiele firm opiera swój model motywacyjny na rywalizacji, która doprowadza do znacznego pogorszenia atmosfery w pracy i osamotnienia, a nawet dyskryminacji poszczególnych zatrudnionych. Konflikty interpersonalne będące tzw. stresorami społecznymi mogą przyjmować formy jawne (np. wypowiedziane wprost negatywne opinie) i ukryte (np. plotkowanie, obgadywanie) oraz aktywne (wymiana inwektyw podczas kłótni) i pasywne (odcinanie od zadań i obowiązków).
· Ilościowe przeciążenie i niedociążenie pracą, czyli regularny, przewyższający możliwości pracownika wysiłek fizyczny lub niewielka liczba czynności do wykonania. Takie obciążenia mierzy się zwyczajowo liczbą godzin pracy, mnogością zadań oraz tempem ich realizowania. Istotnymi czynnikami wpływającymi na przeciążenia i niedociążenia zatrudnionego są: nieodpowiednio zaprojektowany przez pracodawcę system zmianowy, brak zastępczych rąk do pracy w razie chorób i wypadków losowych, a co za tym idzie – liczne nadgodziny, przenoszenie zadań pracowniczych do domu i niekończące się delegacje.
· Jakościowe przeciążenie i niedociążenie pracą, czyli przekraczająca możliwości psychiczne pracownika – konieczność ciągłego zachowywania koncentracji oraz czujności w miejscu pracy lub obowiązek wykonywania banalnych i monotonnych czynności poniżej możliwości intelektualnych zatrudnionego. Dodatkowymi stresorami są również zbyt duża odpowiedzialność materialna i kadrowa oraz konieczność podejmowania przerastających jednostkę wyborów moralnych.
· Fizyczne warunki pracy, czyli praca w okolicznościach utrudniających wykonywanie zadań i zagrażających zdrowiu zatrudnionego. Do czynników mogących wywołać stres w środowisku pracy najczęściej zalicza się: hałas, ekstremalne temperatury, obcowanie ze szkodliwymi substancjami, nieprzyjemne zapachy czy eksploatowanie niebezpiecznych maszyn. Przy dokuczliwych warunkach pracy istotnym czynnikiem wywołującym stres jest brak wsparcia ze strony pracodawcy, który nie zapewnił pracownikowi odpowiednich środków, niezbędnego wyposażenia oraz nie udzielił wystarczających informacji.
· Konflikt roli zawodowej, brak odpowiedniego wsparcia i niedobór informacji powoduje często tzw. konflikt roli zawodowej. Pracownik skonfrontowany ze zmienną i niespójną narracją pracodawcy, a często współpracowników oraz klientów, zaczyna odczuwać frustrację. Brak jasno nakreślonych codziennych obowiązków oraz celów pracowniczych dodatkowo potęgują ją.
· Ograniczony zakres kontroli nad pracą, czyli stały, nieelastyczny czas wykonywania pracy oraz brak możliwości decydowania o liczbie i długości przerw. Przy takim systemie zatrudniony najczęściej musi pracować pod presją osób trzecich i nie ma żadnego wpływu na przebieg realizowanych zadań.
· Mobbing, czyli regularne znieważanie, gnębienie i utrudnianie realizowania zadań pracownikowi oraz zmuszanie go do wykonywania określonych czynności, które wykraczają poza jego obowiązki. Tego typu działania muszą trwać co najmniej sześć miesięcy, minimum dwa razy w tygodniu. Mobbing wiążę się często z hierarchicznym systemem kadrowym, preferowanym w danej firmie czy przedsiębiorstwie. Ofiarami są zazwyczaj ludzie zatrudnieni na niższych stanowiskach, sprawcami – ich przełożeni. Zdarzają się przypadki, że większe grupy współpracowników prześladują daną jednostkę, która w pojedynkę nie ma żadnych szans na obronę.
· Niepewność zatrudnienia, czyli zjawisko, które w ostatnich latach znacznie się nasiliło. Obecnie badacze wymieniają je jako jedno z najważniejszych źródeł stresu u pracowników. Niepewność zatrudnienia objawia się zazwyczaj przytłaczającym poczuciem bezsilności wobec długotrwałego niebezpieczeństwa utraty posady, a więc utraty ciągłości finansowej, a często prestiżu i statusu społecznego.
Warto pamiętać, że zaistnienie tylko jednej z przyczyn stresu może bardzo szybko doprowadzić do spadku efektywności naszej pracy oraz do pojawienia się zachowań kontrproduktywnych. Jednakże w naszym miejscu pracy możemy napotkać na kilka potencjalnych stresorów, których oddziaływanie na naszą psychikę oraz zdrowie z czasem skumuluje się.

Czym są zachowania kontrproduktywne w środowisku pracy?

Konflikty interpersonalne, mobbing, jakościowe i ilościowe przeciążenia i niedociążenia pracą – te i wiele innych stresorów wpływają negatywnie na efektywność pracy, zmniejszając nasze zawodowe zaangażowanie oraz przywiązanie. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że długotrwały stres w środowisku pracy jest przede wszystkim źródłem zachowań kontrproduktywnych.

Zachowania kontrproduktywne zalicza się do kategorii zachowań organizacyjnych. Są one zespołem dobrowolnych działań, których celem jest szkodzenie lub zaszkodzenie firmie, instytucji czy organizacji oraz wszystkim osobom mającym z nimi związek.

Żeby mówić o pojawieniu się typowego zachowania kontrproduktywnego muszą wystąpić trzy następujące czynniki:

· celowość, czyli aspekt, który rozgranicza zachowania kontrproduktywne od losowych błędów czy niedopatrzeń. Często pracownikowi może brakować wiedzy lub umiejętności, co skutkuje pojawieniem się pomyłki czy usterki. Pracownik ten nie ma jednak świadomości, do czego doprowadzić może jego chwilowa niekompetencja w danym zakresie.
· Dobrowolność, czyli aspekt odwołujący się do możliwości świadomego kierowania swoimi czynami przez pracownika.
· Szkodliwość organizacyjna, czyli akt zaszkodzenia interesom danej firmy, instytucji czy organizacji. Jest to również naruszenie norm etycznych oraz wartości preferowanych przez wszystkich pracowników, a więc atak na wspólnotową formę danej firmy, instytucji czy organizacji.

Obecnie wyróżnia się pięć zasadniczych rodzajów zachowań kontrproduktywnych, są to:

· Nadużycia, czyli psychiczne i fizyczne zachowania przemocowe wobec innych pracowników i osób związanych ze środowiskiem pracy oraz pracodawcą. Do nadużyć zalicza się również brak pomocowych działań wobec współpracowników.
· Sabotaż, czyli świadome kontestowanie działań danej firmy, instytucji czy organizacji w celu osiągnięcia indywidualnych korzyści. Sabotaż może przybierać wiele form, od niewinnego ignorowania poleceń przełożonych, po celowe uszkadzanie mienia pracodawcy.
· Kradzieże, czyli bezprawne przywłaszczenie mienia należącego do pracodawcy. Do kradzieży zalicza się często świadome defraudowanie czasu pracy oraz zaniżanie jej jakości.
· Wycofanie organizacyjne, czyli świadoma redukcja energii oraz czasu, jakie pracownik poświęca wykonywanej pracy. Osoba stosująca wycofanie organizacyjne zaczyna nadmiernie się spóźniać, wydłużać przerwy, zbyt wcześnie opuszczać stanowisko pracy, przesiadywać na zwolnieniach lekarskich oraz celowo spowalniać wszystkie swoje działania.
· Dewiacja produkcji, czyli wykonywanie swoich obowiązków pracowniczych nieefektywnie i niechlujnie. Tego typu zachowanie charakteryzuje się także celowym popełnianiem błędów, tak żeby obniżyć produktywność danej firmy, instytucji czy organizacji.

Warto pamiętać, że oprócz generowania zachowań kontrproduktywnych, stresory pojawiające się w środowisku pracy mają destrukcyjny wpływ na nasze zdrowie. Aby zapobiec sytuacjom stresowym, w pierwszej kolejności należy zwrócić się do swojego pracodawcy z prośbą o sformułowanie przejrzystych zasad i procedur obowiązujących w miejscu pracy.

Źródła:

Mary Hartley, Stres w pracy, Kielce 2005.
Anna Lubrańska, Psychologia pracy. Podstawowe pojęcia i zagadnienia, Warszawa 2017.
Łukasz Baka, Stres w pracy jako przyczyna zachowań kontrproduktywnych, Warszawa 2017.
https://www.who.int.
https://www.zus.pl/documents/10182/167529/Stres_w_pracy_oraz_jego_wplyw_na_wystepowanie_wypadkow_przy_pracy.pdf/bb2c2e73-718a-497f-8050-7656385cb0ac.
https://portalprzemyslowy.pl/wp-content/uploads/2020/05/Raport-Stres-w-pracy-2020-PL.pdf.

czwartek, 1 lipca

Wypalenie zawodowe – przyczyny i objawy

Wypalenie – tak nazywa się stan wyczerpania emocjonalnego, psychicznego i nierzadko fizycznego, wywołany długotrwałym, uporczywym, powtarzającym się stresem, związanym z tkwieniem w wyczerpującej, przekraczającej nasze zasoby sytuacji. O wypaleniu mówimy najczęściej w kontekście zawodowym, niemniej może pojawić się ono w innych dziedzinach życia człowieka, takich jak na przykład rodzicielstwo, opieka nad osobą niepełnosprawną, nieszczęśliwe małżeństwo czy aktualnie lockdown związany z pandemią.

Wypalenie, które najczęściej nas spotyka, to bez wątpienia wypalenie pojawiające się w obszarze pracy. Terminu „wypalenie zawodowe” po raz pierwszy użył Herbert Freudenberger w książce „Burnout: The High Cost of High Achievement” w 1974 r. Tłumaczył, że jest to „wygaśnięcie motywacji człowieka do wykonywania powierzonych mu zadań, pojawiające się przeważnie wtedy, kiedy oddanie i sumienność nie przynoszą oczekiwanych rezultatów”. Dzisiaj przyjmuje się, że wypalenie zawodowe wynika ze złej higieny pracy, stałego wyrabiania nadgodzin, przemęczenia związanego z nadmiarem obowiązków i nieutrzymywaniem właściwego work-life balance.

To co bardzo często doprowadza ludzi do głębokiej depresji i zniechęcenia (czyli osiowych przejawów wypalenia), to poczucie zerowego wsparcia ze strony przełożonego/współpracowników, oraz wykonywanie zadań, które są zbyt obciążające, trudne, albo też nudne i pozbawione sensu. Kiedy osoba ma niewielkie wsparcie od innych i czuje dodatkowo, że jej praca mija się z powołaniem, to ryzyko, że za moment będzie się czuła wypalona, wzrasta. Wzrasta też wtedy, kiedy mimo zmęczenia i zniechęcenia stroni od dawania sobie czasu na urlop, rzadko odrywa się od pracy, nie potrafi dobrze odpoczywać i nie ma w życiu innych przyjemności niż praca.

Z moich osobistych obserwacji gabinetowych, jako psychoterapeutki, wynika, że osoby, które najczęściej czują się wypalone, to te, których praca polega na bezpośrednim kontakcie z ludźmi, na przykład w ramach udzielania im pomocy i wsparcia (pedagodzy, pracownicy socjalni, pracownicy NGO, psycholodzy, lekarze). Prof. Helena Sęk, czołowa polska badaczka i psycholożka zdrowia, podkreśla jednak, że absolutnie każda praca może stać się przyczyną wypalenia zawodowego, jeśli przyjmiemy i praktykować będziemy niekonstruktywne strategie radzenia sobie z długotrwałym stresem w miejscu pracy. Co ciekawe okazuje się, że nawet osoby młode, z niewielkim stażem zawodowym, także mogą na nie cierpieć.

Czy kluczowe dla wypalenia są czynniki organizacyjne i kiepskie warunki zawodowe? Badacze od lat przyglądając się temu stanowisku, przyjmują, że fakt, że ten sam zawód może u jednej osoby spowodować wypalenie, a u innej nie, dowodzi, jak ważne są obok czynników zawodowych także specyficzne cechy osobowości oraz wspomniana wyżej umiejętność opanowywania napięcia. Cechy osobowości predestynujące do wypalenia zawodowego to: depresyjność, niska podatność na stres, wysoka reaktywność emocjonalna.

Potocznie wydaje się, że wypaleniem zawodowym nazwać można stan całkowitej awersji wobec swojej pracy. Jednakże wypalenie jest pewnego rodzaju procesem rozgrywającym się w czasie. Najpierw, przychodząc do pracy, przeważnie się ją lubi. Jeśli angażuje, możemy mieć potrzebę przebywania w niej jak najdłużej, dawania z siebie wszystkiego, zaniedbywania życia rodzinnego jej kosztem. Wypalenie bardzo często dotyka te osoby, które w swojej pracy przez wiele miesięcy, a nawet lat były zakochane. Zakochane do tego stopnia, że spędzały weń całe dnie, zaniedbywały rodzinę, przyjaciół, kosztem nowych, frapujących zadań. W narracjach wielu pacjentów historia ich wypalenia zaczyna się właśnie w taki sposób. Na początku praca była pasją, misją, spełnieniem marzeń.

Dopiero po czasie te same osoby, które wcześniej były zaangażowane w pełni, orientują się, że praca zajęła już całą ich życiową przestrzeń. Zaczynają odczuwać coś na kształt pustki, zmęczenia, które bardzo trudno ukoić. Początek wypalenia zawodowego to wyczerpanie emocjonalne. Poczucie zmęczenia, które nie mija, wrażenie, że każda aktywność zawodowa jest przytłaczająca, a nic nie daje należnego odpoczynku. Jeżeli pracownik w porę się nie zatrzyma, wchodzi w drugie stadium wypalenia – depersonalizacji i cynizmu. W tym stanie zmęczenie już go nie opuszcza wcale, ale ponadto zaczyna dystansować się wobec innych ludzi, przerywają się wszelkie więzi emocjonalne z osobami, z którymi miał kontakt zawodowy.

Działa bez zaangażowania, jest pełen ignorancji i obojętności. Inni mogą mieć wrażenie, że przestało mu zależeć, że wpadł w rutynę, albo nawet, że brakuje mu obowiązkowości i zaangażowania (a przecież wcześniej był naprawdę oddany swoim obowiązkom!). Takie zachowania wynikają z dojmującego poczucia wyjałowienia swoją pracą. Ostatecznym stadium wypalenia jest wrażenie niekompetencji i negowanie swoich osiągnięć. Jest to powątpiewanie w siebie i poczucie, że to, jak wykonujemy swoje obowiązki jest żałosne, niewłaściwe, nic nie warte. Mimo pochwał i sukcesów, mimo doświadczenia czy umiejętności ktoś czuje, że jego kariera to zbieg okoliczności, przypadek, pomyłka. Takie poczucie niestety sprawia, że człowiek stopniowo przestaje się starać, „nawala”, obowiązki się piętrzą, a on czuje bezradność i całkowitą utratę panowania nad zadaniami.

Wypaleniu zawodowemu oczywiście lepiej zapobiegać niż je potem leczyć. Efektywną profilaktyką wydaje się wypracowanie metod walki ze stresem, bo wypalenie zaczyna się właśnie w tym momencie, w którym stres przejmuje nad nami kontrolę. Pomocne w tej walce jest aktywne działanie. Nie tylko bierny wypoczynek, ale i wykonywanie wysiłku, innych czynności, które będą nas relaksować – takich jak uprawianie sportu, posiadanie hobby, praktyka medytacji i jogi, uczestniczenie w warsztatach rozwoju osobistego. Wtedy zyskuje się możliwość oderwania od stresu i odcięcia od rutyny zawodowej.

Nie zawsze jednak relaks wystarcza. Jeśli relaksacja i opanowane nie pomagają, warto sięgnąć po fachową pomoc psychologa/psychoterapeuty, który może wskazać, w jaki sposób radzić sobie z napięciem i zarządzać swoimi nieznośnymi emocjami. Może też być pomocny w określeniu, jakie zmiany zawodowe powinniśmy wdrożyć, żeby wrócić do poczucia zadowolenia z siebie. Warto o to zadbać, bo w pracy człowiek spędza tak ogromną część swojego życia, że zdecydowanie zasługuje na to, by tę część przeżyć szczęśliwie… Czasami, o czym trzeba powiedzieć wprost, owo „szczęśliwie” sprowadza się do konieczności przebranżowienia, ale nierzadko wystarczy okresowa zmiana zajęcia albo zmiana swoich nawyków, żeby na nowo na myśl o pracy uśmiechać się, a nie dygotać w poczuciu zniechęcenia.

wtorek, 25 maja

Czym jest choroba psychiczna? Jak zrozumieć to szerokie pojęcie?

Wokół terminu choroba psychiczna narosło wiele niepotrzebnych stereotypów, a nawet uprzedzeń. Po dziś dzień, mimo że polskie społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, osoby borykające się z trudnościami emocjonalnymi doświadczają ostracyzmu, stygmatyzacji i wyrzucania poza nawias. Takie praktyki wiążą się z utrwalonymi przez kulturę i mass media stereotypami dotyczącymi chorób i zaburzeń psychicznych. Na przykład wiodącymi prym przekonaniami, że mordercy to osoby ze schizofrenią, że ludzie borykający się z zaburzeniami są groźni, niepoczytalni i niezdolni ani do pracy, ani do wchodzenia w długotrwałe relacje.

Przez to, że wokół zaburzeń psychicznych narosło tyle kontrowersyjnych mitów, liczne fundacje i stowarzyszenia starają się odczarować ten termin i wskazywać, iż po pierwsze zaburzenia te nie są niebezpieczne dla innych (tylko prędzej są niebezpieczne dla samych chorych), a po drugie, że z kłopotami natury psychicznej zmaga się znacznie więcej osób, niż się nam wydaje. Choć według statystyk sprzed pandemii w Polsce leczyło się psychiatrycznie 1,6 miliona osób, jednak badanie EZOP przeprowadzone zgodnie z metodologią Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) we współpracy z Konsorcjum World Mental Health (WMH) wykazało, że u 23,4% populacji polskiej można rozpoznać przynajmniej jedno zaburzenie występujące w klasyfikacji chorób i zaburzeń psychicznych ICD-10. Do najczęściej rozpoznawanych w naszym kraju zaburzeń należą te spowodowane używaniem substancji psychoaktywnych (uzależniających) – alkoholizm, uzależnienie od narkotyków, dopalaczy, leków. Kolejne są zaburzenia nerwicowe oraz zaburzenia nastroju.

W nomenklaturze odchodzi się obecnie od określenia „choroba” ku trudnościom emocjonalnym. Dawniej chorobą psychiczną nazywano takie jednostki, jak otępienie, schizofrenia, choroba afektywna dwubiegunowa. Za choroby psychiczne uznawano również zaburzenia powstające na tle organicznych zmian w centralnym systemie nerwowym. Chorobami psychicznymi nazywano więc te jednostki, które wymagały leczenia nieprzerwanie przez całe życie, różnicując je od zaburzeń psychicznych, które opisywano jako te, cechujące się epizodycznością i czasem brakiem wymogu stosowania wsparcia farmakoterapeutycznego. Dzisiaj odchodzi się już w ogóle od określenia „choroba”, ponieważ jest ono nacechowane negatywnie.

Prof. Stanisław Pużyński na łamach czasopisma naukowego „Psychiatria Polska” już w 2007 r. tak wyjaśniał przyczyny niechęci specjalistów do posługiwania się tym terminem: „Termin diagnostyczny <<choroba psychiczna>> chociaż odegrał pozytywną rolę w rozwoju wiedzy o zaburzeniach psychicznych i pozycji psychiatrii jako działu medycyny klinicznej – w miarę upływu czasu stał się pojęciem anachronicznym. Ponieważ jego treść ani granice nigdy nie były w sposób poprawny określone, zaczął służyć do maskowania niewiedzy o przyczynach zaburzeń psychicznych. Bywał nadużywany do celów niezgodnych z jego pierwotnym przeznaczeniem, wykorzystywany do <<etykietowania>> osób, których zachowanie nie mieściło się w akceptowanych dla danej społeczności konwencjach, niekiedy przyczyniał się do społecznego wykluczania tych osób.”

Podobnie istotne w celu destygmatyzacji zaburzeń psychicznych jest wyczulenie społeczeństwa na zaprzestanie etykietowania ludzi przez pryzmat zaburzeń, z jakimi się zmagają. Za nietaktowne i stygmatyzujące uważa się więc dziś używanie takich określeń, jak „schizofrenik, chadowiec, border, anorektyczka”, ponieważ słowa te mają charakter silnie piętnujący i lekceważący. Dr Marek Balicki sugeruje, by zamiast tych zwrotów posługiwać się określeniami „osoby z problemami zdrowia psychicznego” lub „osoby doświadczające kryzysu psychicznego”. Z kolei zamiast określenia choroba podpowiada, by używać wyrażenia „problem ze zdrowiem psychicznym” lub „doświadczenie kryzysu psychicznego”. Zabiegi te mają ogromne znaczenie, ponieważ język jest odpowiedzialny za kształtowanie się rzeczywistości. Rezygnując ze słów-etykiet, patrzymy na człowieka bez nadawania mu cech, które miałyby go całościowo definiować.

Wracając jednak do klasyfikacji zaburzeń psychicznych. W Polsce obowiązuje dziś międzynarodowa klasyfikacja chorób ICD-10, w której znajdują się wyszczególnione pod literą F nazwy wszystkich jednostek psychiatrycznych. Do zaburzeń psychicznych zaliczamy m.in. organiczne zaburzenia psychiczne z zespołami objawowymi, zaburzenia nerwicowe związane ze stresem i pod postacią somatyczną (fobie, lęki, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, PTSD, zaburzenia adaptacyjne), a także zaburzenia odżywiania się, schizofrenie i zespoły urojeniowe, zaburzenia nastroju, zaburzenia snu, zaburzenia seksualne, zaburzenia związane z połogiem, zaburzenia spowodowane używaniem substancji uzależniających, lub nadużywaniem substancji nieuzależniających (np. uzależnienie od suplementów diety, leków ziołowych), zaburzenia nastroju, zaburzenia osobowości, zaburzenia nawyków i impulsów, zaburzenia identyfikacji płciowej i preferencji seksualnych.

Zaburzenia psychiczne leczone są głównie farmakologicznie i psychoterapeutycznie. Liczne badania wskazują, że jeśli pacjent jest osobą poczytalną, najlepsze efekty może przynieść połączenie obu metod terapii. Nie bez znaczenia jest także odpowiednie wsparcie społeczne w postaci grup terapeutycznych, for pomocowych. Dotychczas uznawano, że terapia, która przynosi najlepsze efekty w przypadku zaburzeń psychicznych, prowadzona być powinna w nurcie poznawczo-behawioralnym, choć pogląd ten ewoluuje i obecnie uważa się, że pozostałe nurty psychoterapeutyczne (analityczny, egzystencjalny, integracyjny, Gestalt) są równie pomocne, jeśli pacjent jest zmotywowany do pracy z psychoterapeutą i jest między nimi nawiązane prawidłowe przymierze terapeutyczne.

Praca terapeutyczna polega na omawianiu z pacjentem jego osobistych przeżyć emocjonalnych zarówno aktualnych, jak i trudnych doświadczeń z przeszłości, które go ukształtowały. Celem terapii jest, globalnie rzecz ujmując, złagodzenie objawów choroby i nauczenie się zarządzania swoimi emocjami w taki sposób, by nie eskalować pojawiających się, uporczywych stanów psychicznych (jak lęk, depresyjność, napady kompulsji, itp.). Ważna jest także praca nad tym, by zminimalizować ryzyko nawrotu. W tym celu z pacjentami sporządza się ich indywidualną listę objawów ostrzegawczych sugerujących, że może pojawić się zaraz nawrót zaburzenia. Przeważnie na liście zapisuje się bardzo wczesne objawy zwiastunowe o charakterze wegetatywnym, takie jak np.: zmiana apetytu, zmiana rytmu okołodobowego, zmiana libido.

Obok klasycznych metod psychoterapii, w zależności od jednostki nozologicznej, stosuje się też dodatkowe metody wsparcia w postaci przykładowo: treningu metapoznawczego (dla osób po kryzysie psychotycznym), treningu umiejętności społecznych, treningów relaksacyjnych, mindfulness, psychorysunku, treningu asertywności, psychoedukacji. Leczenie odbywa się czasem szpitalnie (w przypadku zaostrzenia objawów) lub ambulatoryjnie w formie zazwyczaj cotygodniowych spotkań. Psychoterapia może być refundowana przez NFZ, niestety jednak czas oczekiwania na nią jest dość długi.

Umów się na demo

Wypełnij formularz i przekonaj się, ile możliwości daje Mindgram

Media o Mindgram:

Strona wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zmienić ustawienia przeglądarki tak, aby zablokować zapisywanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.